rowerem wzdłuż Dunajca – kolorowy jesienny wypad 2018

Wycieczki rowerowe Zostaw komentarz
Szanowni Czytelnicy..
Jestem jestem.. wróciłem na szlak.. i to od razu pod górę. Dzisiejsza opisywana wycieczka, dla niektórych kanapowych kocurów i kotek to wrecz wyprawa..
Jedziemy z kolegą do Nowego Targu żeby pojechać rowerem Dunajcem w dół w stronę Tarnowa w 2,5 dnia, w miarę możliwości jak najbliżej rzeki. Hasła turystyczne to Zamek Niedzica, Dunajec spływ, Szczawnica, Czerwony Klasztor itp.
Głośno jest o Rowerowej Małopolsce mnie przyciągnęło hasło veloDunajec, o szczegołach trasy będzie dalej na wstępie powiem, że łatwo się rysuje ścieżki na mapie ale ich budowa w rzeczywistości to już konkretna niełatwa praca, przyznam często w trudnych górskich skalnych warunkach.
Więc jedzmy..
dzień 1
Rowerzysta w dzień wycieczki nie pośpi.. pociąg rusza z Centralnego około godz. 5.00 i jedzie dobre 8 godzin do Nowego Targu. Więc pobudka to jakaś 4rta rano.. gacie na 4ry litery i w drogę.
Droga pociągiem to dla mnie zawsze przyjemność, jest czas na postudiowanie trasy, zorganizowanie noclegu i podziwianie widoków, moim zdaniem samochód takiej swobody nie daje.
Koło 12:30 jesteśmy w Chabówce.. hasło od obsługi pociagu, że pociąg stoi około 30 min (przeczepiają lokomotywę chyba na wypoczętą bo będzie mocniej pod górę). Pogoda MEGA około 16 stopni, słońce praży, szkoda zmarnować 30 minut.. skoro do Nowego Targu około 20 km.. to nas mocno zachęciło.. ale płaskodrogi rowerzysto z Mazowsza.. 20 km na Mazowszu to załóżmy godzina jazdy.. ale już nie w Małopolsce.. blisko Nowego Targu.. tu trzeba trochę pociągnąć pod górę z prędkością czestko 6-8 km/h.. szybko sie o tym przekonaliśmy. Dodatkowo wyszło, że trzeba jechać drogą krajową.. delikatnie mówiąc podróżuje się niekomfortowo.. rowerzysta na krajówce to jak żółwie na torze do sprintu podczas wyściugu.. . Raczej nie zachęcam następców do jechania tą drogą, niestety alternatywny specjalnej na całej odległości raczej nie ma. Po prostu bezpieczniej jest dojechać pociągiem do Nowego Targu i tę opcję wybiorę następnym razem.
Z Nowego Targu drogą 969 jedziemy do Łopusznej gdzie na szczęście uciekamy w prawo na Nowa Biała i Krempachy ruch aut nareszcie jest znośny.. dalej n Frydman i już są te widoki dla których tu jesteśmy.. góry, woda (konkretnie zalew Czorsztyński) i dobra pogoda. Oglądamy zamek, pijemy herbatę, spacerujemy po tamie , podziwiamy złotą polską jesień ale gdzieś nas ciągle niesie i niesie.. , więc ruszamy  bo nocleg zaklepany mamy.
foto, zalew, zamek.
Jedziemy niedaleko rzeki ale obok drogi.. w Sromowcach Wyżnych odkrywamy to czego szukamy.. veloDunajec ściezka rowerowa przy samej rzece.. jest super tylko ten cholerny szum.. niech go  ktoś wyłączy.. oczywiście żartuje.. ten szum to odgłosy górskiej rzeki a nie spłuczki w Mazowieckiej czy jakiejkolwiek innej toalecie jaki słyszę na codzień.. wreszcie bliżej natury.. . Jutro stąd wyruszamy, wreszczie mamy veloDunajec jakiego oczekujemy.
Spimy w Sromowcach Wyżnych, baza noclegowa jest bogata, mimo kilku nieudanych poszukiwań które realizowaliśmy w pociągu, sądzę, ze z powodu pięknej pogody, większe pensjonaty były zarezerwowane, ale dzięki gościnności polskich gospodyń udaje nam się zachaczyć na prywatnej kwaterze z dostępem do kuchni i ciepłej wody i czystej pościeli za 35 zł.. ul. Nad Zalew.. więcej grzechów nie pamiętam.. ;-) .
Próbujemy ratować zdrowie ciepłą herbatą, tu uwaga dla mniej doświadczonych następców, przy zjazdach koniecznie zakładajcie komin na gardło, bo Was zwyczajnie owieje.. pod górę oczywiście brakuje suwaków żeby się wentylować i rozbierać ale z góry systuacja od razu się zmienia..
Obserwację generalną mam taką że jak przy jeździe rowerem pod górę jest Ci zimno, to się obudź bo to tylko sen albo zejdź z motocykla nie widzę innej opcji..
Pierwszy dzień zakończył się 45 km wynikiem, na początek dobrze zwłaszcza że to jednak pagórkowata Małopolska i jechalismy tylko pół dnia.
Dzień 2.
Dzień wita nas chłodem, około 4-5 stopni, wiadomo jesienią rękawiczki i kalesony choćby cienkie to standard wyposażenia rowerzysty..
Dziś jedziemy zdobywać 3 korony.. w Sromowcach Niżnych jest schronisko 3 korony.. nie wiem z czego słynęło do tej pory ale dla mnie słynie z pewnej zupy.. bedzię jescze o niej mowa. Od noclegu do 3 Koron mamy około 10 km przyjemnej porannej jazdy, idealna rozgrzewka.
Pod schroniskiem wiążemy rowery, sakwy do Pani recepcjonistki i w górę. Podejście to jakieś 1,5 godz. ale widoki są bardzo ładne zwłaszcza, że pogoda jest pięknie bezchmurna. Foto z trasy ze 2-3 sztuki.
Idziemy w dół, jest 11:00 więc pora na przekąskę i tu jest miejsce na 2 zdania o zupie.. bodajże “gulasz na baraninie z warzywami + 2 pajdy pieczywa..” .
Gulasz był rewelacyjny.. chcialem brać przepis ale uświadomiłem sobie, że przepis jest taki, że trzeba wejśc na 3 korony a potem zamówić gularz będzie na pewno smakował.. proste wytłumaczenie ale jednak musze oddać paniom pracującym na kuchni że gotują ten gularz bardzo smaczny, (baran z gularzu ma zapewne inne zdanie..) dla mnie 3 korony słyną z gularzu nie tylko ze skał na wysokości około 400 metrów powyżej schroniska.
Znowu pora na rower.. jedziemy na Słowacką stronę elegancką kładką pieszo-rowerową, po druiej stronie jest tylko piękniej. Do Szczawnicy przy samym Dunajcu ciągnie się ekstra szutrowa ścieżka długości około 8 km, skusiła nawet 3 kolarzy, co było dla mnie niemałym zdziwieniem bo nawierzchnia miejscami jest mocno kamienista, rower góral ma tu swoje 5 minut. (conajmniej 3 fotki).
Jedziemy spacerowym tempem, bo duży ruch pieszych i rowerzystów, i obserwujemy jak Górale przewożą turystów na łodziach, słynny spływ Dinajcem.. jest na prawdę pięknie. Bardzo widokowo, zdjecia jak z pocztówki. To jest veloDunajec jaki chcemy oglądać, brawo.. Panie Wojewodo .. ale Słowacki.. bo to akurat odcinek Słowacki.. upss, oczywiście żartuje, bo po polskiej stronie jest tylko pionowa skała.. nie było mozliwości akurat tu się ze ścieżką wmontować.
I szczawnica. Czas na male Brackie z sokiem.. i dalszy plan podróży. Jedziemy do Krościenka nad Dunajcem, tu prowadzi nas widokowy veloDunajec.. jest mega bez samochodów, bez hałasu. Niestety.. tu się Kończy bajka.. a zaczyna rzeczywistość..
Do Starego Sącza (z Krościenka to około 35 km jedziemy drogą powiatową nr 969, ruch jest duży bo to niedziela.. ćwierć pasa dla roweru brak.. przykro stwierdzić ale velDunajec też brak.. plus jest taki, ze jadę z biegiem rzeki jest lekko z górki i prędkości ponad 25 km/h z sakwami nie są rzadkością więc droga ubywa szybko.  Rzekę widzę po prawej ręce i widzę, że nie będzie łatwo przy tym ukształtowaniu terenu ścieżki rowerowej zbudować ale nie jestem Geodeta ani Inżynier Budowlany i jednak wierzę że veloDunajec nie zostanie tylko na papierze, choć 35 km to kawał drogi.. i raczej za rok tędy ścieżką rowerową nie pojadę.
W Starym Sączu na rynku plac kamienisty, brukowy też znam taką nazwę.. nie jest to codziennośc już dziś na rynkach miast ale sądzę, że właśnie dlatego, że to Stary Sącz i dla zachowania pamięci i klimatu, te kamieniste podłoże powinno pozostać dla potomnych.. asfaltowanie wszystkiego też nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Pieczarkowa w Starym Sączy (bodajże Nasza Chata) słona jak słup soli.. czas oczekiwania od ręki wyszedł na bankowo ponad 15 minut.. nie polecam..
Czas na Nowy Sącz. Odkrywamy odcinki veloDunajca.. są ładne na prawdę takie jakich oczekuje rowerzysta.. jeszcze nie kompletne ale budowa w trakcie więc kiedyś się skończy. Z braku kładki rowerowej, przeprawiamy się mostem kolejowym i dalej jest to co obiecywano mi na folderach.. veloDunajec, częśc euroVelo 11, asfaltowa droga po wale przeciwpowodziowym Dunajca.. kilka kilometrów do Nowego Sącza..
Spotkani rowerzyści chwala trasę, Piwniczna Zdrój-Krynica-Muszyna, że jest kompletna wiedzie przy Popradzie i że warto zajechać.. kto wie może za rok tam będziemy.
Dzień się ma ku końcowi, oszczędziliśmy na paliwie bo rower jedzie na kanapkach.. ktoś sądzi może że na kołach..? myślę że jest w błędzie, zdecydowanie uważam, że zwłaszcza pod górę rower jedzie na kanapkach i kiełbasie, które zjadł rowerzysta.. Dlatego szarpiemy się na Hotel Beskid.. (link do hotelu) czysto, przyjemnie, ze smacznym śniadaniem,  drink  z Red Stag + Pepsi i kręgielnia dla dobicia żeby nie było wątpliwości, że dzień był kompletnie przeżyty..
Dzień drugi to około 60-65 km trasy, więc jest progress..
Dzień 3..
Ruszamy z Hotelu Beskid po naprwdę smacznym i obfitym sniadaniu.. jajeczka z kawałkami łososia.. super fajne.. duża porcja warzyw i owoców i jest napęd na tylne koło.. Dziś celem Tarnów.. dobre 60 km…może więcej.. zobaczymy..
za mostem jednokierunkowym w miejscowosci.. XX Jest zaproszenie (w postaci znaku pionowego) na zjazd na kładkę rowerowo-pieszą.. gorzej z dojazdem do kładki.. nie jestem aż tak złośliwy ale na tym odcinku veloDunajec niestety wyszedł z trawą do ja.ec.. . NIe wystarczyło nam determinacji i polem wróciliśmy do drogi asfaltowej i dopiero potem dojazd do kładki, kładka ma swoje lata ale działa.. Potem było na prawdę górsko.. w miejscowości Tropie i na Filipowice.. działy się rzeczy straszne.. podjazdy na najmniejsze przełożenia.. prawie się kończyły przełożenia.. juz wiem dlaczego rower ma 9 biegów.. na mazowszu wystarczy mi 3-4.. .
podsumowanie
Tarnów gastronomicznie to Restauracja Aida.. oczywiście Gulaszowa.. oczywiście bardzo smaczna.. pierogi z mięsem i skwarkami bardzo smaczne.. zdecydowanie polecam.. (link do restauracji)
Drodzy rowerzyści tak było.. jechałem i widziałem, na kompletne veloDunajec choćby od Nowego Sącza do Tarnowa (pewnie z 50-60 km po wale Dunajca lub okolicach wału) przyjdzie jeszcze trochę poczekać.  Trzymam kciuku za Wojewodę i wójtów aby doprowadzili temat do końca bo w takiej sytuacji wyjazd rodzinny z dzieckiem np. 10 letnim po równym terenie, mimo, że wokoło są wzgórza i góry, będzie do zrobienia i będzie bezpieczny bo z dala od ruchu samochodów, o to warto zawalczyć choćby miało to trwać i 5 lat.
Dzień 3ci to około 90 km.. sporo było podjazdów, szybkie zjazdy, nie jest to trasa dla niedzielnego rowerzysty, trzeba miec niezłą formę żeby z sakwami się na nią decydować.. Jak by było veloDunajec.. przy rzece mimo gór wokoło byłoby łatwiej i trasa dostępna dla większej ilości rowerzystów. Panie Wojewodo.. trzymam kciuku za veloDunajec.. dziś ocena wychodzi na 0.. +1 za pogodę mozna było nawet członki w Dunajcu moczyć bez ryzyka przeziębienia.. ale -1 za veloDunajec.. dużo jest jeszcze do zrobienia ale na prawdę warto, okolica jest przepiękna i jest warta pokazania z perspektywy roweru.

Szanowni Czytelnicy..

Jestem jestem.. wróciłem na szlak.. i jadę oczywiście od razu pod górę. Dzisiejsza opisywana wycieczka, dla niektórych kanapowych kocurów i kotek to wrecz wyprawa.. wiedzie drogami i ścieżkami Małopolski.

Jedziemy z kolegą do Nowego Targu żeby pojechać rowerem Dunajcem w dół w stronę Tarnowa w 2,5 dnia, w miarę możliwości jak najbliżej rzeki. Hasła turystyczne to Zamek Niedzica, Dunajec spływ, Szczawnica, Czerwony Klasztor,veloDunajec itp.

Głośno jest o Rowerowej Małopolsce mnie przyciągnęło hasło veloDunajec, o szczegółach trasy będzie dalej na wstępie powiem, że łatwo się rysuje ścieżki na mapie ale ich budowa w rzeczywistości to już konkretna niełatwa praca, przyznam często w trudnych górskich skalnych warunkach.

Więc jedźmy..

dzień 1

Rowerzysta w dzień wycieczki nie pośpi.. pociąg rusza z Centralnego około godz. 5.00 i jedzie dobre 8 godzin do Nowego Targu. Więc pobudka to jakaś 4 rano.. gacie na 4-ry litery i w drogę.

Droga pociągiem to dla mnie zawsze przyjemność, jest czas na postudiowanie trasy, zorganizowanie noclegu i podziwianie widoków, moim zdaniem samochód takiej swobody nie daje.

Koło 12:30 jesteśmy w Chabówce.. hasło od obsługi pociagu, że pociąg stoi około 30 min (przeczepiają lokomotywę chyba na wypoczętą bo będzie mocniej pod górę). Pogoda MEGA około 16 stopni, słońce praży, szkoda zmarnować 30 minut.. skoro do Nowego Targu około 20 km.. to nas mocno zachęciło.. ale płaskodrogi rowerzysto z Mazowsza.. 20 km na Mazowszu to załóżmy chuda godzina jazdy.. ale już nie w Małopolsce.. blisko Nowego Targu.. tu trzeba trochę pociągnąć pod górę z prędkością często 6-8 km/h.. szybko sie o tym przekonaliśmy. Dodatkowo wyszło, że trzeba jechać drogą krajową.. delikatnie mówiąc podróżuje się niekomfortowo.. rowerzysta na krajówce to jak żółwie na torze do sprintu podczas wyściugu.. . Raczej nie zachęcam następców do jechania tą drogą, niestety alternatywny specjalnej na całej odległości raczej nie ma. Po prostu bezpieczniej jest dojechać pociągiem do Nowego Targu i tę opcję wybiorę następnym razem.

Z Nowego Targu drogą 969 jedziemy do Łopusznej gdzie na szczęście uciekamy w prawo na Nowa Biała i Krempachy ruch aut nareszcie jest znośny.. dalej na Frydman i już są te widoki dla których tu jesteśmy.. góry, woda (konkretnie zalew Czorsztyński) i dobra pogoda. Oglądamy zamek, pijemy herbatę, spacerujemy po tamie , podziwiamy złotą polską jesień ale gdzieś nas ciągle niesie i niesie.. , więc ruszamy  bo nocleg zaklepany mamy.

3_zamek_niedzica_zalew_czorsztynski

Jedziemy niedaleko rzeki ale obok drogi.. w Sromowcach Wyżnych odkrywamy to czego szukamy.. veloDunajec ścieżka rowerowa przy samej rzece.. jest super tylko ten cholerny szum.. niech go  ktoś wyłączy… ten szum to odgłosy górskiej rzeki a nie spłuczki w Mazowieckiej czy jakiejkolwiek innej toalecie jaki słyszę na codzień.. wreszcie bliżej natury.. .

veloDunajec w Sromowcach Wyżnych

veloDunajec w Sromowcach Wyżnych

Jutro stąd wyruszamy, wreszczie mamy veloDunajec jakiego oczekujemy.

Śpimy w Sromowcach Wyżnych, baza noclegowa jest bogata, mimo kilku nieudanych poszukiwań które realizowaliśmy będąc jeszcze w pociągu, sądzę, że z powodu pięknej pogody, większe pensjonaty były zarezerwowane, ale dzięki gościnności polskich gospodyń udaje nam się zachaczyć na prywatnej kwaterze z dostępem do kuchni i ciepłej wody i czystej pościeli za 35 zł.. ul. Nad Zalew.. więcej grzechów nie pamiętam.. ;-) .

Próbujemy ratować zdrowie ciepłą herbatą, tu uwaga dla mniej doświadczonych następców, przy zjazdach koniecznie zakładajcie komin na gardło, bo Was zwyczajnie owieje.. pod górę oczywiście brakuje suwaków żeby się wentylować i rozbierać ale z góry systuacja od razu się zmienia.. Chrypa na kilka dni gwarantowana.. wykładowcy szkolno-akademiccy raczej skończą na L4…

Obserwację generalną mam taką: jak przy jeździe rowerem pod górę jest Ci zimno, to się obudź bo to tylko sen albo zejdź z motocykla – nie ma innej opcji..

Pierwszy dzień zakończył się 45 km wynikiem, na początek dobrze zwłaszcza że to jednak pagórkowata Małopolska i jechaliśmy tylko pół dnia.

endo_track_1_dzien_chabowka_nowy_targ_niedzica_zamek

Dzień 2.

Dzień wita nas chłodem, około 4-5 stopni, wiadomo jesienią rękawiczki i kalesony choćby cienkie to standard wyposażenia rowerzysty..

Dziś jedziemy zdobywać 3 korony.. w Sromowcach Niżnych jest schronisko 3 korony.. nie wiem z czego słynęło do tej pory ale dla mnie słynie z pewnej zupy.. bedzię jeszcze o niej mowa. Od noclegu do 3 Koron mamy około 10 km przyjemnej porannej jazdy, idealna rozgrzewka (strona schroniska - http://www.trzykorony.pl/schronisko ).

Pod schroniskiem wiążemy rowery, sakwy do Pani recepcjonistki i w górę. Podejście to jakieś 1,5 godz. a widoki są bardzo ładne zwłaszcza, że pogoda jest pięknie bezchmurna.

widok ze szczytu 3 korony

widok ze szczytu 3 korony

Idziemy w dół, jest 11:00 więc pora na przekąskę i tu jest miejsce na 2 zdania o zupie.. bodajże “gulasz na baraninie z warzywami + 2 pajdy pieczywa..” .

Gulasz był rewelacyjny.. chcialem brać przepis ale uświadomiłem sobie, że przepis jest taki, że trzeba wejść na 3 korony a potem zamówić gularz będzie na pewno smakował.. proste wytłumaczenie ale jednak musze oddać paniom pracującym na kuchni że gotują ten gularz bardzo smaczny, (baran z gularzu ma zapewne inne zdanie..) dla mnie 3 korony słyną z gularzu na baraninie, nie tylko ze skał na wysokości około 400 metrów powyżej schroniska.

Znowu pora na rower.. jedziemy na Słowacką stronę elegancką kładką pieszo-rowerową, po druiej stronie jest tylko piękniej. Do Szczawnicy przy samym Dunajcu ciągnie się ekstra szutrowa ścieżka długości około 8 km, skusiła nawet 3 kolarzy, co było dla mnie niemałym zdziwieniem bo nawierzchnia miejscami jest mocno kamienista, rower góral ma tu swoje 5 minut.

Piekna ścieżka Sromowce Szczawnica po Słowackiej stronie, wzdłuż Dunajca

Piekna ścieżka Sromowce Szczawnica po Słowackiej stronie, wzdłuż Dunajca

Jedziemy spacerowym tempem, bo duży ruch pieszych i rowerzystów, i obserwujemy jak Górale przewożą turystów na łodziach, słynny spływ Dunajcem.. jest na prawdę pięknie. Bardzo widokowo, zdjecia jak z pocztówki. To jest veloDunajec jaki chcemy oglądać, brawo.. Panie Wojewodo .. ale Słowacki.. bo to akurat odcinek Słowacki.. upss, oczywiście żartuje, bo po polskiej stronie jest tylko pionowa skała.. nie było mozliwości akurat tu się ze ścieżką wmontować.

Wzdłuż Dunajca po słowackiej Stronie.. tędy odbywa się też spływ

Widok Dunajca z kładki w Sromowcach Niżnych.. tędy odbywa się też slynny spływ

Kolejne ujęcie spływu Dunajcem

rowerem wzdłuż Dunajca słowacka strona

rowerem wzdłuż Dunajca słowacka strona

Kolejne ujęcie Dunajca przy jesiennej pięknej pogodzie

Dunajec - widok ze ścieżki rowerowej po Słowackiej stronie

Dunajec - widok ze ścieżki rowerowej po Słowackiej stronie

I Szczawnica. Czas na male Brackie z sokiem.. i dalszy plan podróży. Jedziemy do Krościenka nad Dunajcem, tu prowadzi nas widokowy veloDunajec.. jest mega bez samochodów, bez hałasu. Niestety.. tu się Kończy bajka.. a zaczyna rzeczywistość..

Do Starego Sącza (z Krościenka to około 35 km jedziemy drogą powiatową nr 969, ruch jest duży bo to niedziela.. ćwierć pasa dla roweru brak.. przykro stwierdzić ale velDunajec też brak.. plus jest taki, ze jedziemy z biegiem rzeki jest lekko z górki i prędkości ponad 25 km/h z sakwami nie są rzadkością więc droga ubywa szybko.  Rzekę widzę po prawej ręce i widzę, że nie będzie łatwo przy tym ukształtowaniu terenu ścieżki rowerowej zbudować ale nie jestem Geodeta ani Inżynier Budowlany i jednak wierzę że veloDunajec nie zostanie tylko na papierze, choć 35 km to kawał drogi.. i raczej za rok tędy ścieżką rowerową nie pojadę.

W Starym Sączu na rynku plac kamienisty, brukowy też znam taką nazwę.. nie jest to codziennośc już dziś na rynkach miast ale sądzę, że właśnie dlatego, że to Stary Sącz i dla zachowania pamięci i klimatu, te kamieniste podłoże powinno pozostać dla potomnych.. asfaltowanie wszystkiego też nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Pieczarkowa w Starym Sączy (bodajże Nasza Chata) słona jak słup soli.. czas oczekiwania od ręki wyszedł na bankowo ponad 15 minut.. jak ktoś lubi słoną zupę może się nie zawieść..

Czas na Nowy Sącz. Odkrywamy odcinki veloDunajca.. są ładne na prawdę takie jakich oczekuje rowerzysta.. jeszcze nie kompletne ale budowa w trakcie więc kiedyś się skończy.

9_kladka_rowerowa_dunajec_stary_do_nowy_sacz

Z braku kładki rowerowej, przeprawiamy się mostem kolejowym i dalej jest to co obiecywano mi na folderach.. veloDunajec, częśc euroVelo 11, asfaltowa droga po wale przeciwpowodziowym Dunajca.. kilka kilometrów do Nowego Sącza..

velo 11

velo 11

Spotkani rowerzyści chwala trasę, Piwniczna Zdrój-Krynica-Muszyna, że jest kompletna wiedzie przy Popradzie i że warto zajechać.. kto wie może za rok tam będziemy.

Dzień się ma ku końcowi, oszczędziliśmy na paliwie bo rower jedzie na kanapkach.. ktoś sądzi może że na kołach..? myślę że jest w błędzie, zdecydowanie uważam, że zwłaszcza pod górę rower jedzie na kanapkach i kiełbasie, które zjadł rowerzysta.. Dlatego szarpiemy się na Hotel Beskid.. ( http://www.hotelbeskid.pl – warto tam zajechać i odpocząć ) czysto, przyjemnie, ze smacznym śniadaniem,  drink  z Red Stag + Pepsi i kręgielnia dla dobicia żeby nie było wątpliwości, że dzień był kompletnie przeżyty..

Droga Szczawnica --> Stary Sącz

Droga Szczawnica --> Stary Sącz

Dzień drugi to około 60-65 km trasy, więc jest progress..

Dzień 3

Ruszamy z Hotelu Beskid ( strona do odwiedzenia  po naprwdę smacznym i obfitym sniadaniu.. jajeczka z kawałkami łososia.. super fajne.. duża porcja warzyw i owoców i jest napęd na tylne koło.. Dziś celem Tarnów.. dobre 60 km…może więcej.. zobaczymy..

Mamy ślad veloDunajec

Wjazd na veloDunajec w Nowym Sączu

Wjazd na veloDunajec w Nowym Sączu

Tak pięknie było przez jakieś 500 metrów.. widać że jest coś budowane ale dużo wody upłynie.. musimy zjechać na chodnik i kierujemy się w stronę Tarnowa. Przebieg trasy poniżej:

Nowy Sącz --> Tarnów jak najbliżej Dunajca.. widokowo, jesiennie kolorowo

Nowy Sącz --> Tarnów jak najbliżej Dunajca.. widokowo, jesiennie kolorowo

Chwilę za Nowym Sączem napotykamy jeszcze veloDunajec, jest w trakcie budowy.. a jak łopata wbita to jest szansa na dokończenie budowy..

veloDunajec w budowie

veloDunajec w budowie

Za mostem jednokierunkowym przez Dunajec za miejscowością Rożnów jest zaproszenie (w postaci znaku pionowego) na zjazd na kładkę rowerowo-pieszą.. gorzej z dojazdem do kładki.. nie jestem aż tak złośliwy ale na tym odcinku veloDunajec niestety wyszedł z trawą do ja.ec.. .

Słabo przejezdny odcinek veloDunajec niedaleko kładki rowerowej blisko miejscowości Tropie

Słabo przejezdny odcinek veloDunajec niedaleko kładki rowerowej blisko miejscowości Tropie

Nie wystarczyło nam determinacji i przełożeń i polem wróciliśmy do drogi asfaltowej i dopiero potem dojazd do kładki rowerowo-pieszej, kładka ma swoje lata ale działa.. Potem było na prawdę górsko.. w miejscowości Tropie i na Filipowice.. działy się rzeczy straszne.. podjazdy na najmniejsze przełożenia… już wiem dlaczego rower ma 9 biegów.. na Mazowszu wystarczy mi 3-4.. . Po tej zaprawie czas na ochłodzenie.. Gdzieś w okolicach Zakliczyna wjeżdzamy na środek rzeki.. tak jak jest wysoki stan tu jest właśnie jej środek i kolega bierze kąpiel w Dunajcu.. 15 października 2018.. jak powiedział, cyt. “następna taka okazja za 10 lat (przypomnę, że w okolicach 14:00 było około 18 stopni)”.. takie rzeczy dostępne tylko dla rowerzystów.. .

Podsumowanie

Tarnów gastronomicznie to Restauracja Aida.. oczywiście Gulaszowa.. oczywiście bardzo smaczna.. pierogi z mięsem i skwarkami bardzo smaczne.. zdecydowanie polecam.. . Warto zajechać do Tarnowa bo pociąg jedzie bardzo szybko a do gór gdzie można fajnie pojeździć już całkiem niedaleko.

A propo kulinarnych doświadczeń nasuwa mi się taki sytuacyjny żart..

wchodzi klient do restauracji i pyta: była u Was Pani Gessler?

Kelnerka: tak była..

Klient: a to nie wchodzę bo na pewno potłukła Wam wszystkie talerze..

Drodzy rowerzyści tak było.. jechałem i widziałem, na kompletne veloDunajec choćby od Nowego Sącza do Tarnowa (pewnie z 50-60 km po wale Dunajca lub okolicach wału) przyjdzie jeszcze trochę poczekać.  Trzymam kciuku za Wojewodę i Wójtów, aby doprowadzili temat do końca bo w takiej sytuacji wyjazd rodzinny z dzieckiem np. 10 letnim po równym terenie, mimo, że wokoło są wzgórza i góry, będzie do zrobienia i będzie bezpieczny bo z dala od ruchu samochodów, o to warto zawalczyć choćby miało to trwać i 5 lat.

Dzień 3ci to około 90 km.. sporo było podjazdów, szybkie zjazdy, nie jest to trasa dla niedzielnego rowerzysty, trzeba mieć niezłą formę żeby z sakwami się na nią decydować.. Jak by było veloDunajec.. przy rzece mimo gór wokoło byłoby łatwiej i trasa dostępna dla większej ilości rowerzystów. Panie Wojewodo.. trzymam kciuku za veloDunajec.. dziś ocena wychodzi na 0.. +1 za pogodę można było nawet członki w Dunajcu moczyć bez ryzyka przeziębienia.. ale -1 za veloDunajec.. dużo jest jeszcze do zrobienia ale na prawdę warto, okolica jest przepiękna i jest warta pokazania z perspektywy roweru.

Najlepszego dla wszystkich Czytelników i Rowerzystów

Robson i na gościnnych występach Rafał..

Zostaw komentarz


WordPress - Hosting: Twój hosting - Skórka: N.Design Studio - Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj