Rowerowe wakacje 2014 – inspekcja granic wschodnich dz.1-3

Wycieczki rowerowe, Wyprawy rowerowe Zostaw komentarz

Witam Czytelników,

Przyszedł czas na rowerowe wakacje 2014… czasy niespokojne zwłaszcza przy granicy wschodniej, problemów co niemiara tak przynajmniej straszą media. Ja jednak nie wierząc mediom postanowiłem sam dokonać inspekcji stanu naszej granicy wschodniej. Wiadomym jest, że jest długa, dość rzadko zamieszkana i można będzie wakacyjnie wypocząć.

Podróż rozpoczynam od pociągu Warszawa–>Rzeszów, po dojechaniu do Sanoka będzie czas na kajakowe zapoznanie z Sanem. Podróż koleją nie byłaby warta wspomnienia gdyby nie  awaria lokomotywy.. pękły Lokomotywie żyły od natłoku Warszawskich turystów… za Lublinem stoimy w polu… na szczęście do sklepu niedaleko więc połowa pasażerów idzie po zimne piwko a lokalna Pani sprzedawczyni przekracza wieloletnie wyniki sprzedaży.. ;-) . Moje zdziwienia jest jednak ogromne kiedy po niespełna 30 minutach pojawia się lokomotywa zastępcza wynik dość przyzwoity. W rozmowie z maszynistą dowiadujemy się że nasze polskie lokomotywy mają ponad 50 lat.. według jego opinii to cud techniki, jednak polska myśl techniczna ma na swoim koncie parę udanych projektów, które przetrwały próbę czasu… obawiam się że Pendolino 50 urodzin może nie doczekać, choć trzeba mu ich życzyć. Podczas awarii Pan maszynista odbiera kilka telefonów od zapewne ichniejszego Help Deska, że posłużę się nomenklaturą IT i ciągle tłumaczy jaki model maszyny się popsuł i co się stało. Pani po drugiej stronie zapewne nie do końca rozumie pojęcia związane z budową silnika spalinowego, ale ciśnie kończy się na ogólnych przyczynach popsuła się bo jest wyciek oleju i nie chce jechać dalej… . Muszę przyznać że Pan był dość cierpliwy, sądzę jednak że by pękł gdyby podczas zmiany lokomotywy zadzwoniła jeszcze jedna Pani, tym razem z działu “oceny poziomu zadowolenia maszynistów” i zaczęła mordować setką pytań, czy Pan Maszynista jest zadowolony z obsługi a jeśli tak prośba o wskazanie poziomu od 1 do 6.. oczywiście dalej byłby czas na ankietę dla każdego pasażera, czyli pożywka dla każdego działu marketingu… setki danych do obróbki raporty do wydruku i na półkę a lokomotywa do zwolnienia bo nie zaspokaja potrzeb pasażerów… ;-) .

Z lokomotywą poszło sprawnie, muszę pochwalić czas naprawy ok. 30 minut to naprawdę dobry wynik, brawo PKP. Wszystko fajnie tylko całościowo pociąg opóźniony o ponad godzinę.. co oznacza, że dopiero o 19.00 ruszam z Rzeszowa do Sanoka, w planach 75 km.. ale plany jak to plany… ciągłe zmiany.. ;-) . W Sanoku czeka ognisko i kiełbasa jednak gdy dojechałem wszystko dogasa.. zimna kiełbasa… . Już piszę jak to było… Na początku pedałowało się miło.. potem mi się pogubiło… Jak doradców zbyt wielu droga się kończy w zielu.. Tak też było odjechałem 5 km od Sanoka i pytam Pani z synem gdzie dalej a ona mi, że muszę wrócić do Rzeszowa a tam już będzie napisane jak na Sanok… przełknąłem poradę i dalej jadę.. . Tym razem pytam GPSa wychodzi, że droga niezła.. więc jadę. Niestety GPSowi zdarzało się wydawać sprzeczne komunikaty (google mapy wersja rowerowa) cytuje “za 200 metrów skręć w prawo za 300 metrów skręć w lewo – takich dróg jednak ani widu” ciągle jednak słyszę w sekundowych odstępach skręć w lewo po czym skręć w prawo… . Włos się jeży ale trzeba jakoś dojechać… fajnie się bawię a dzień ucieka… wreszcie uciekł na drugą półkulę. Zaczyna się rajd nocny, mój kilkugodzinny debiut jak się potem okazało… Kolega dzwoni gdzie jestem a ja ciągłe donoszę, że około 50 km od celu…. z powodu niezdecydowania GPSa zmieniam na trasę samochodową żeby nocą przez ciemny gęsty las roweru nie prowadzić.. ;-) . Wszystko fajnie tylko wcześniej miałem 46 a za chwilę po przeliczeniu na samochodową mam 52 km i czas dojazdu 40 minut (oczywiście licząc że autem jadę) już wiem że dziś nie będę spał długo… . Jadę jednak ochoczo, czołówka na głowie (super sprawa światło podąża za wzrokiem, to ważne). Smaruje się szybko bo nie traci się czasu na zwiedzanie choćby wzrokiem okolicy, do tego mgła jak pod Smoleńskiem, widoczność 15 metrów. Ogólnie sobie dobrze poradziłem mimo mgły i ciemności jednak zdarzyły się 2 chwile mięsniowej słabości… o kurczę skórcze… lewy dwugłowy uda zaczął robić mi tyły.. . Nic złego by to nie oznaczało gdyby nie ujadanie czworonogów pilnujących swojego obejścia, jeśli gospodarz nie zatkał dziury w płocie lub nie zamknął bramy jego niedokarmiony burek dostanie szansę dogonienia rowerzysty jadącego pod górę jedną nogą bo druga, jako się rzekło wyżej, wzięła sobie wolne akurat wtedy gdy jest najbardziej potrzebna… .

Na moje szczęście i szczęście Czytelnika burki na podkarpaciu leniwe i dużo spią więc ja około godziny 1 w nocy melduje się w śpiącym Sanoku. Dzieki twardym kolegom doczekałem się ogniska i kiełbasy… ile to się człowiek musi namordować żeby zjeść kawałek kiełbasy.. 95 km nocnej, długiej niebezpiecznej trasy… .

A oto i moja trasa, pijany zając bardziej by tego nie pogmatwał a ja jednak byłem trzeźwy… https://www.endomondo.com/workouts/383233715/9477487

Z 75 km w planie wyszło ponad 90… rajd nocny zaliczony. Koledzy spisali się dzielnie.. 3 dotrwało mimo wielu pokus procentowych wokoło, za to szacun duży. Kiełbasa jednak nie była zimna bo ognisko  płonęło, plan wykonany z naddatkiem 120 % normy, statystycznie wyszło rewelacyjnie, choć sam wiem, że marny ze mnie nocny nawigator. Z góry przepraszam za brak zdjęć ale walka szła raczej o życie niż o zdjęcia… ;-) .

Inspekcja wodna, szukamy wroga w zielsku przy Sanie

Po 1 dniu na rowerze czas na wodną inspekcję, płyniemy Sanem w kajakach jak Winetou patrolujący swoje prerie z poziomu wody. San na kajak bajkowa rzeka, przy średnim i wysokim poziomie wody, kajak płynie sam. Rozmawiałem z Panem dostarczającym kajaki i potwierdzał że przy niskim poziomie można się nawysiadać i naspacerować z kajakiem po rzece. San jest bardzo szeroki i że jest rzeką górską szybko spływa stąd głębokość rzeki po kolana nie powinna dziwić. Częsty widok rybaków stojących w rzece i łowiących to właśnie krajobraz Sanu.

Super Sanok

Przyznać trzeba, że miły jest San a i miasteczko obok jest OK, jednym słowem SAN-OK!

Dzień 3 przesiadka na rower

Kajak wygodny ale pod górę słabo się płynie.. a ja marzę i śnię o Solinie… . Po porannym  krótkim spływie pakuje więc graty i niedzielnym popołudniem opuszczam Sanok, kierunek Solina.

Kierunek Solina przystanek Lesko

Przy dobrej pogodzie aż miło  pozjeżdzać z górek, zwłaszcza gdy gość z naprzeciwka smaruje pod ;-) .

Zjazdy, podjazdy cały czas walczysz, 8 kg bagaż na kole nie pomaga, z łezką w oku oglądasz plecy kolarza którego jedynym obciążeniem jest bidon… Nie to co u Ciebie, kilo konserw, dwa browary, kefir, woda, namiot i pół szafy ubrań z domu… na co to komu…? Przyjdzie noc się wyrówna kolarz będzie spał głodny pod kolarzówką a Ty najedzony i napity pod namiotem jest jednak na tym Świece sprawiedliwość.

Znów nie było czasu robić zdjęć nad Solinę się jednak jedzie bardziej pod górę, ale jestem, oto jestem i co widzę

Zielone wzgórza nad Soliną

Wielkie rzeczy, zielone wzgórza nad Soliną.. mógłbym włączyć w domu gramofon i z piosenki dowiedziałbym się tego samego, myśl człowieku myśl. Gdzieś w oddali spod hotelowego zewnętrznego parkietu unosi się Krawczyk śpiewający o parostatku, gość może i jest śmiertelny, choć nie daje tego po sobie poznać, ale jego piosenka już nie, będzie parostatek woził i bujał po parkietach jeszcze całe pokolenia, słowem nad Soliną nic się nie zmienia. Ja jadę szukać noclegu, 20:00 na komórce. Nocleg, spanie znalezienie pokoju w turystycznym terenie zdaje się błaha sprawa… niestety nad Soliną właściciele Agroturystyk rozpieszczeni.. na 4 próby wszystkie pudła.. objeżdzali mnie wzrokiem, że z rowerem a jak się dowiadywali, że na jedną noc momentalnie tracili zainteresowanie. Oddac muszę uczciwie, że pierwsza Pani byłaby mnie przyjęła ale chciałem mieć budżetowy wyjazd i zaoszczędzić 5 złotych, potem się okazało, że co pierwsze to najlepsze. Dobrze, że wiozę namiot, ktoś powie czemu wieziesz i się w polu nie rozbijasz? po pierwsze na wjeździe do gminy Solina przeczytałem, że rozbijanie na dziko zabronione, tylko w wyznaczonych miejscach po drugie, jak się później okaże jednosobowe podórżowanie i biwakowanie potrafi skutecznie odbierać możliwość spokojnego snu. Rower się w namiocie nie mieści a nie łatwo zaufać nocy czy właściwie przypilnuje Twojego jedynego środka lokomocji za niemałe grosze… . Moja sytuacja wygląda coraz mniej ciekawie, jest dobrze po 21, zmierza a ja dalej jadę wierzchem, szczęściem za Bukowcem niedaleko miejscowości Tekla zauważam pole namiotowe.. jestem uratowany.. to byłoby jednak zbyt proste.. stoi jeden namiot, Pan mówi, że w zasadzie nie ma wynajmu oni starzyznajomi od lat przyjeżdzają.. proszę błagam gdzie właściciel, bo przyjdzie mi z wilkami Bieszczadzkimi spać.. . Gość podaje adres jadę negocjować.. Pani mówi, że w zasadzie nie bo to syna poletko ale opowiadam jej swoje perypetie i kobieta mięknie.. mam gdzie spać, znaczy mam 2 m^2 żeby zbudować sobie domek na noc. Na szczęście domek mam, rozkładam go nocą po raz pierwszy, 2 dni przed wyjazdem przywiózł go kurier, jest lekka obawa ale czołówka na głowie i siano w głowie dają nadzieję na sukces. Jest jest sukces, oto efekt (zdjęcie poranne)

Rowerowy domek, Zajo - lubię to

Z czystym sercem polecam Zajo rowerzystom, waga 2,5 kg parametry przemakalności 8k tropik i 10k podłoga łatwe rozkładanie. Cena z transportem ze Słowacji około 350 zeta (posezonówka -50%) za podobną cenę w Decathlonie nawet nie zbliżymy się do tych parametrów a namiot trzeba będzie wieźć na przyczepie.

Tego pół dnia przerowarowałem coś koło 55 km ( nie ma kompletu na endo bo oszczędzałem prąd, choć tu kolejna bezpłatna reklama Kruger&mats drive z baterią 4000 mAh dla mobilnych zajebista sprawa 2 dni po kilkanaście godzin na endo i mapach i kilku telefonach ujedziesz bez najmniejszych obaw zaryzykuje, że da radę nawet 3 choć nie sprawdzałem). Urobek Endo w dwóch odsłonach https://www.endomondo.com/workouts/384243771/9477487 i druga ponowne uruchomienie celem złapania prędkości w dół z bagażami https://www.endomondo.com/workouts/384381694/9477487 .

Tym sposobem z mojej pierwszej rowerowej nocy wyszedłem cało, silniejszy o nowe doświadczenia, którymi się z Wami Czytelnikami dzielę.

Będzie ciag dalszy… a w nim nowe znaki drogowe miłe i niemiłe rowerzyście oraz inne nie tylko militarne ciekawostki…

pozdrawiam rowerowo

Robert

Komentarze (5) do “Rowerowe wakacje 2014 – inspekcja granic wschodnich dz.1-3”

  1. eryk Says:

    Świetna relacja! Ja też się chcę wybrać na kajaki + rowery, ale dopiero w przyszłym roku. W tym były tylko kajaki :)

  2. Sebastian Says:

    Strasznie się zaczytałem :) Dobrze napisana relacja, choć zdjęć mogło być trochę więcej. Wszak okolice w wielu miejscach są tam naprawdę piękne :) PS. ja do zapisu trasy używam telefonu Evolveo Strongphone Q4, który spokojnie wytrzymuje 2 dni pracy z endomondo i locuspro – dodają do tego powerbank samsunga wychodzi 4 dni ciągłej orki :)

  3. Igor Adamczyk Says:

    Aż miło się czyta! Planuje też rowerową podróż w te okolice, chciałbym odwiedzić miejscową elektroenie wodną na Sanie. Czy udało Ci się sprawdzić to miejsce?

  4. Hubert Jaworski Says:

    Fajny wypadzik, a jak tam sprzęt dał radę, nie było dużych problemów?

  5. Robson Says:

    Dziękuję, miła to była podróż wspominam z sentymentem. Elektrowni nie zaliczyłem zrobiłem kółko wokół zalewu, zjazdy w dół z dużymi prędkościami doświadczenie i zadowolenie bezcenne… Robson

Zostaw komentarz


WordPress - Hosting: Twój hosting - Skórka: N.Design Studio - Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj