Z rowerową wizytą po jesiennym kolorowym Roztoczu

Wycieczki rowerowe Zostaw komentarz

Witajcie Czytelnicy.. spragnieni nowych, niezapomnianych przygód rowerowego Reportera… gdzie go teraz zabrała tak zwana “jasna cholera..” dowiecie się w tym odcinku… . Pokaże Wam kolory jakie ostatnio widywaliście tylko w kompletnych szkolnych kredkach, zanim zapał twórczy ucznia nie pogubił przynajmniej połowy z nich.  Zobaczycie ile można przeżyć wybierając rower zamiast grzybobrania, choć jak się dalej okaże z niewielkimi problemami da się to połączyć.. kwestia pojemności sakw.. ;-) .

Ale do rzeczy do rzeczy… póki nam ostatni liść na głowę zleci.. .

Ruszamy z Zamościa, tym razem znów trasa nie jest autorska… przejechana i udostępniona dzięki Stowarzyszeniu Conti…, za co dziękuje, oczywiście dzięki kreatywności części grupy udało nam się wytyczyć nowy szlak… miejscami zupełnie nieprzejezdny… ;-) . Pozwolę sobie opowiedzieć trasę i wycieczkę po swojemu.. piórem, aparatem i w miarę zgryźliwym komentarzem… zapraszam do lektury…

Zaczynamy od zamojskiej starówki, jakże kolorowej i przyjaznej turyście. Całe miasto sprawia wrażenie dość dobrze zorganizowanego i czystego, tym samym może być dobrym pomysłem weekendowego wyjazdu. A oto Ona…

Kolorowa zamojska starówka

Na dziś w planach Zamość–> Szczebrzeszyn –> Zwierzyniec do tego bezdroża zamojszczyzny oraz parada rowerowa (bez skojarzeń politycznych proszę, słowo “parada” miało kiedyś normalne, nie zabarwione ideologicznie znaczenie… co za czasy.. ) Roztoczańskim Parkiem Narodowym z metą w Józefowie a jakże na Kempingu o wdzięcznej nazwie “Roztocze”… .

No to w drogę, a droga ładniusia, nieruchliwa, tylko rowerzyści i jesienne pola

Rowerzyści na zamojskich asfaltach wśród pól

Trasa nam miło płynie i nie wiedzieć jak lądujemy w Szczebrzeszynie… a tu wita nas zmutowany, przerośnięty Świerszcz… niestety skamieniał na nasz widok i nie zagrał nawet jednej nutki.. (podpowiedz dla Burmistrza, włóżcie proszę świerszczowi do fraka Kasprzaka niech pogrywa turyście melodię świerszczowej cykady łąkowej..).

Szczebrzeszyński skamieniały grajek

Z Szczebrzeszyna poruszamy się szlakiem zwanym “szlakiem partyzantów”, bardzo przyjemne bezdroże z kolorami jesieni dostępnymi na wyciągnięcie dłoni, tak możemy podróżować do woli…

Szczebrzeszynski szlak partyzantów

Jak się dalej okaże to będzie najdzikszy i najokazalszy widokowo odcinek naszej wycieczki, wszystko zasługa krnąbrności części rowerzystów, którzy zamiast trzymać się mapy jak “Kierownictwo” przykazało wybrali błądzenie w wąwozach lessowych.. oj będzie się działo..

Wąwóz lessowy jesienny

Tak jak już wspomniałem skutecznie udało nam się zgubić.. błota na porannej mapie nie było… noszenia rowerów pod górę wąwozem lessowym też nie… a jednak… ;-) .

Atrakcje błotne na trasie

Takim sposobem trafiamy do baśniowej krainy, zamieszkanej przez stosy jesiennych liści, grzyby i inne leśne cholerstwa niekoniecznie widoczne na pierwszy rzut oka…

Krajobraz leśny rodem z lasu Sherwood

Napotkane wąwozy przypominają scenerię rodem z Robin Hood’a tylko czekać jak zgraja śmierdzących, zarośniętych obrońców ubogich zacznie okładać kolorowych, obwieszonych elektroniką rowerzystów na ich dwukołowcach, za grube tysiące, dębowymi sękatymi kijami… Na szczęście to tylko moja leśna neandertalska wyobraźnia budząca się czasem na łonie natury… . Nikt nikogo nie okładał, za to było wspólne noszenie rowerów, kiedy skończyła się droga a ratunek nadszedł z niebios.. dosłownie.. od wszystkowiedzącego Mr GPS’a, to jest gość, wisi sobie nad Ziemią i pokazuje paluszkiem, niczym Bóg którą mamy wybrać z dróg… ;-) . Żeby nie być gołosłownym prezentuję kawałek rowerowej trasy… nawet zając ledwo się tędy przeciska.. ale wiadomo ile może zdeterminowany, jadący na obiad rowerzysta… ;-) .

Kawałek ścieżki rowerowej dla ambitnych

Dalej będzie tylko zwykła droga, na szczęście nie asfaltowa… ale kolorowa…

Jesienna aleja, kierunek Zwierzyniec

Bardzo ładnie wiodą podzwierzynieckie szlaki… wąwozy lessowe, pokolorowane opadającymi liśćmi.. piękna Polska nasza…

Jesienny wąwóz lessowy

Już prawie obiad… a tu co za zawalidroga..? na jednym pasie drogi rośnie sobie w najlepsze drzewo… rozumiem, że on był tu pierwszy od asfaltu.. ale mimo wszystko są jeszcze u nas piły i siekiery.. a na miejsce jednego możnaby posadzić 100, ale na przenajświętrzą panienkę może w lesie… ;-) . To musi być jakieś sławne drzewo, dąb Napoleona, albo bardziej mu współczesnych, którzy przypadkiem zatrzymali się tutaj dając dożywotni wyrok na nieprzejezdność tego odcinka drogi… ;-) . Oto i nasz bohater… Dąb Zawalidroga…

Dąb zawalidroga

Dąb niech sobie dalej rośnie a u nas czas obiadu… jakże zasłużonego, bardzo uczciwie wypaliliśmy 2000 kal aby spokojnie przyjąć na klatę piwo, schabowego, borowikową, tudzież żurek a dla prawdziwych gigantów jeszcze do tego szarlotka na ciepło… . Po takiej zaprawie pompki w dłoń… tylne koło lekko ucierpi ale wytrzyma bo taka jego rola.. dźwigać więcej po obiedzie.. ;-) . A my szukamy Józefowa… zahaczając ochoczo o Roztoczański Park Narodowy… jakie to było piękne doświadczenie dla oka nie muszę chyba pisać ale, że lubię pokazywać to pokażę

Przez Roztoczański Park Narodowy

i ujęcie nr 2

Ścieżka przez serce Roztoczańskiego Parku Narodowego

I jesteśmy na miejscu… wyszła nam bardzo ładna 80 km jesienna wycieczka

Mapa trasy Roztocze dzień 1

czas na kąpiel i kolację. Z małymi energetycznymi problemami nogi umyte… choć jest faktem, że więksi szczęściarze kąpali się przy świeczkach.. jakie to jest romantyczne… powinni odebrać Nobla temu co wymyślił elektryczność… ;-) .

Wieczór mija pod znakiem ogniska i kiełbasek… poranek niektórych wita niedużym kacem bo rower nie daje wolnego i mimo niedzieli trzeba wrócić do Zamościa, przez jak się potem okaże niezbyt przyjazne piaski… . Dziś zrobimy półkole na wschód a potem północ, zwiedzimy Krasnobród i finiszujemy w miejscu wczorajszego startu.

Dziś zwiedzamy malownicze kamieniołomy pod Józefowem

Malownicze kamieniołomy pod Józefowem

i wchodzimy na wieżę będącą ciekawą atrakcją tego miejsca.. szkoda, że nie ma windy ale widać zabrakło środków nawet w Unii.. ;-) .

Dziś dalej zwiedzamy leśne drogi, już powoli kolorystyka zaczyna być nudna ale za nic nie chce się zmienić… zmiana będzie dopiero za pół roku…

Kolorowe trasy leśne

Wyjechało by się z lasu ale trzeba się też było trochę pogrzebać z piasku… Niestety albo stety dla zmęczonym pośladków buty i nogi dostały szansę do zapoznania się z podłożem… nawet najwięksi mocarze musieli pochylić kolana przed drogą zbudowaną w zasadzie z samego piachu…

Nieprzejezdne i nieprzyjazne piaski

Wreszcie, wreszcie droga oparta na lessie…

Ujęcie jesieni bałagan leśny

Jest jednak niemiłosiernie zabałaganiona, gdzie są leśnicy… zamiast siedzieć w drewnianej chacie powinni chodzić po lesie z odkurzaczem.. to dużo zdrowsze niż sączenie z piersiówki i czyszczenie flinty… ;-) . Trzeba jednak przyznać, że dzięki braku nadgorliwości leśników udało się zrobić dość magiczne ujęcie, chyba określę je nawet ujęciem wyjazdu… oczywiście można głosować na swoje typy.. ;-) .

Dywany z liści

Na tym odcinku Leśnicy wykazali się większym taktem, przygotowali odpowiednio drogę… choć do końca nie jest pewne czy to nie robota wiatru albo najprawdopodobniej pędzącego rowerzysty, któremu zacięły się hamulce… . Kto by tego nie dokonał dobra robota !!! .

Nadszedł czas aby opuścić las… towarzyszył nam niestrudzenie, niektórzy naładowali grzybów pełne kieszenie… a jeszcze inni dziękują leśnym drogom za wyciszenie, już od poniedziałku będą się kisić znów w tramwaju… ;-) .

Jesienne pola zamojszczyzny

Dzień dzisiejszy kilometrażowo nie powala, ale musimy uwzględnić fakt, że wczoraj była ogniskowa sobota oraz, że leśne piaskowe drogi na nogach pokonuje się znacząco wolniej…

Mapa roztoczańskiej trasy dzień 2

Jest faktem, że dla większości uczestników to już jest koniec… Ja zostaje, jadę odnaleźć swój podzamojski nocleg.

Przedłużając sobie dwudniowy rowerowy weekend roztoczański dałem sobie szansę na odwiedziny Lublina.. stamtąd pociąg wygodniejszy niż z Zamościa… ;-) (choć muszę przyznać, że w miejscowości ruskie Piaski mijał mnie pociąg i nawet widziałem rower jakiegoś bardziej leniwego rowerzysty..).

Wstaje o 6:30, wrzucam podlaski pasztet na ząb i 7:20 ruszam w drogę, do  Zamościa to 95 km.. przy średniej pogodzie ale napędzany pączkami, kefirem i bułką z makiem wyszła z tego bułka z masłem… ;-) i już koło 13 meldowałem się na obiedzie w Lublinie…

Żegnam lubelskie lecz wrócę tu jeszcze… to warte odwiedzin miejsce… ostatnie ujęcie i koniec opowieści, będą kolejne to niemal pewne…

Na lubelskim Zamku

Serdeczne pozdrowienia i do napisania

Robert

Komentarze (4) do “Z rowerową wizytą po jesiennym kolorowym Roztoczu”

  1. Johnie Says:

    Bardzo ciekawa i całkiem daleka trasa :) Muszę się kiedyś koniecznie wybrać w te rejony, bo widzę, że jest gdzie jeździć :)

  2. strategy free games Says:

    I am extremely impressed along with your writing abilities and also with the layout to your blog.

    Is this a paid subject matter
    or did you customize it yourself?
    Either way keep up the nice high quality writing, it’s uncommon to peer a great weblog like this one today..

  3. ewka Says:

    bardzo fajna trasa:) piękne zdjęcia,pozdrawiam

  4. dofoda Says:

    Takie wycieczki i ogólnie miejsca na wypady lubię najbardziej. Obcowanie z naturą jest najlepsze.

Zostaw komentarz


WordPress - Hosting: Twój hosting - Skórka: N.Design Studio - Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj