Nadbużański Park Krajobrazowy na dwóch kołach w 3 dni

Wycieczki rowerowe Zostaw komentarz

Jestem znowu z dobrymi rowerowymi wieściami… Tym razem los rzucił mnie nad nadbużański brzeg.

Opisywane tym razem trasy, inaczej niż wszystkie poprzednie, nie są moje autorskie, choć je przejechałem i zdjęcia robiłam własną ręką, niemniej chciałem podziękować organizatorom rajdu rowerowego z okazji XX-lecia Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego (zwłaszcza Pani Natalii i jej towarzyszowi oraz wszystkim, których nie widać w pierwszej linii a robią pszczelą a nie krecią robotę gdzieś na zapleczu organizatorskim) za gościnę i wskazanie miejsc wartych wylanego potu rowerowego. Organizatorzy trzeba przyznać spisali się wyśmienicie, nocleg 5, trasa 5, pogoda 5, atmosfera 6, choć tu dopomogli uczestnicy, jak na rowerzystów przystało to wesołe, ogarnięte oraz zdyscyplinowane towarzystwo.

Mój rowerowy dzień zaczyna się kilka minut po godz. 6 na Dworcu Wileńskim, celem Łochów, nieznane  mi zupełnie miejsce na Mazowszu, już wkrótce poznamy się znacząco bliżej… . Startując z Bielan mijam śpiące niemal jeszcze miasto.. na pewno śpi Arkadia, która zapewne niedawno pożegnała ostatnich restauracyjnych gości, lubię ten widok, mijam go wielokrotnie w miesiącu i przypomina mi, że to moje krajobrazy, może nie ma wieży Eiffla w tle ale jestem tu u siebie…

Arkadia widziana porannym zdjęciem

Na peronach spotykam pierwszych rowerowych towarzyszy (po sakwach ich poznacie plus kolorowe gacie.. ;-)  ) . Od razu widać radość na twarzach, że choć na kilka dni opuszczamy miejski tłok i wiecznie uciekający autobus lub tramwaj… . Choć zazwyczaj prawdziwy rowerzysta z tego przybytku nie korzysta… on się nie boi podwyżek Hanki ma za to trochę szybsze poranki… ;-) .

Jedzmy jednak na trasę, zostawiamy bagaże organizatorom, pierwsze uściski rąk, mapa w dłoń i na koń. Początek lekko niemrawy, klarują się z grupy pierwsi “Mapnicy” jak ich roboczo nazywam, jak i pierwsi maruderzy ale tych niewielu, tu każdy wie po co i dlaczego przyjechał… . Mapnicy nadają ton wycieczce i ułatwiają życie reszcie… . Są w użyciu elektroniczne gadżety ale mapę się również w ręku dzierży, więc jedźmy jedźmy… .

Łochów i okolice to lasy i mało ruchliwe asfaltowe trasy, brylantem w pierścionku jest oczywiście przepływający nieopodal Bug, rzeka dość dzika i nie oblegana przez turystyczną brać. Nasza wycieczka będzie zasadniczo przebiegać wzdłuż rzeki, bliżej lub dalej jej koryta, na początek spotkanie z rzeka bliskiego stopnia na wysokości miejscowości Szumin

Nabrzeże Bugu w okolicach Szumina

Poruszamy się na prawdę dziką, rzadko odwiedzaną krainą, często leśnymi twardymi szutrami, czasem łąkami

Zielony skrót przez Łąkę

W końcu wpadamy na nadbużańską autostradę rowerową, czyli drogę wzdłuż wału biegnącego dość daleko od rzeki, bo widać czasem rzeka potrafi pokazać okrutniejsze oblicze

Nadbużańska autostrada rowerowa

Muszę z zadowoleniem przyznać, że miejsce jest bardzo widokowe i spokojne, niesamowicie rozległe tereny zielonych łąk, gdzie okiem sięgnąć teren zielony… Panie Premierze.. ile tu by można Orlików pobudować… ;-) potencjał nieograniczony…

Nadbużańska zieleń

Dziś jak wcześniej pisałem podróżuję w grupie, dość licznej, jest to dla mnie zjawisko nowe ale odbieram go pozytywnie.. jest siła w takiej pędzącej grupie rowerzystów.. czasem się gdzieś człowiek zaplącze w peletonie, czasem migną mu jędrne rowerowe damskie pośladki… ma to swój klimat. Grupa motywuje do bardziej wytężonego działania.. nikt nie chce wyjść na mazgaja.. ;-) . Trzeba jechać i się nie mazać choć bywa piaszczyście, pod górę i pod wiatr jak to czasem (u optymisty) i często (u pesymisty) w Życiu…

Gruppen pościg wałem

Na szczęście każdy jedzie… Tempo dość znaczne na 3 dni, na trasie około 250 km wyszło około 18,5 km/h średnio, uwzględniając bezdroża i czasem piaszczyste lasy średnia na prawdę przyzwoita. Ekipa ponad 15 osób więc jest ciąg do celu… . Pierwszego dnia przejechaliśmy około 100 km, co dało się odczuć po zapachu skarpetek.. ;-) .

(link endomondo http://www.endomondo.com/workouts/240205465/9477487)

Mapa przejazdu dnia pierwszego po NPK

Nocleg zafundowało nam liceum w Kosowie Lackim… miejsce z potencjałem sportowym, obiekt z marzeń każdego ucznia, przestronne sale, nowoczesne łazienki, nowoczesna hala, nowoczesne boisko i bieżnia, wszystko to w Polsce.. . Gdy sobie przypomnę swoje zajęcia WF na korytarzu, aż żal serce ściska… fakt, że to była podstawówka ale dziś jednak warunki sportowe nieporównywalne w szkołach.. a medali tyle samo.. z lekkoatletycznych Mistrzostw Świata 3-4 sztuki i to nazywa się sukcesem.. bo czasem przyjeżdża jeden… . Gdzie się podziały sportowe ideały…? pod telewizorem, kompem i automatem z napojami się chyba schowały… . Do tego tłuste brzuchy młodzieży Coca-Cola i McDonald w rękach dzierży… aż trudno to zdzierżyć!!! dobrze że jest Pani Mucha ona dzieci w szkołach rozrusza… ;-) .

Na moje oko wygląda sport wśród młodzieży niezbyt różowo, jeśli z takich warunków jak w Kosowie nie będzie Olimpijczyka z medalem… trzeba tu przysłać Ministra z buldożerem.. ;-)

Dzień pierwszy przyniósł zmęczenie, które przeszło w błogi sen, jutro przecież też jest dzień… . Dzień drugi to odkrywanie nadbużańskich ścieżek na nowo, jeździmy wzdłuż wału, by potem asfaltami i lasami dotrzeć na obiad do baru… ;-) .

Ale od początku sobota wita nas piękną pogodą, dziś jeździmy po okolicznych miejscowościach Kosowa Lackiego (w promieniu 30-40 km) i oczywiście zaglądamy na nadbużańskie rowerowe autostrady. (link endomondo http://www.endomondo.com/workouts/240206037/9477487)

Mapa trasy dzień drugi

Kręcimy się w kółko jak pijany zając, ale na tym polega urok rowerowego zwiedzania gdzie nie zajedziesz jest ciekawie, nigdy nie zawracasz bo zawsze istnieje jakiś skrót do przodu który prowadzi do celu. Cel oczywiście można osiągnąć wieloma polnymi i leśnymi duktami, pokonać rowerzystę może tylko rzeka lub kilku metrowy pas krzaków lub traw.

Drogi przy nadbużańskim wale

Się jedzie i się nie żartuje.. poniżej gruppen pościg… zatrzymałem się na zrobienie fotki i już po chwili straciłem z oczu całą grupę, tempo dzisiejsze było bardziej tempem wyścigu niż wycieczki… przepraszam na chwilę ale muszę gonić gonić..

Gruppen pościg

Poruszaliśmy się po dość rzadko uczęszczanych szlakach, nawet na asfaltowych drogach cisza i spokój, tak, że grupa rowerzystów nie jest niepokojona odgłosami samochodów, teren tu widać dość rzadko zaludniony albo w sobotę każdy leżakuje po piątkowym grillu.. ;-) . A u nas… nogi kręcą, serce pompuje, nawet licznik nie odpoczywa tu cały czas przybywa…

Licznik nie odpoczywa tu ciągle przybywa

Za Sterdynią, jadąc drogą na Kiełpiniec natrafiamy na bardzo przyjemną szutrową drogę (oznaczoną jako szlak żółty) w kierunku drogi krajowej nr 63. Kilkukilometrowa przebitka lasem w kierunku Ceranowa

Droga w lesie na Ceranów i Przewóz Nurski

a bar w Przewozie Nurskim to nasza nagroda… . Bar Oaza z obiadem i muzyką disco polo  na deser. To nie dziwi, nie dziwi nic.. niedaleko w końcu słynna dyskoteka w Nurze, gdzie połowa panien z okolicy zdobyła lepszego lub gorszego męża, choć wydawał się najlepszy na Świecie… . Natomiast druga połowa z samej stolicy bawi się w wakacyjne soboty aż miło.. dźwięki disco polo Polacy najwolo, jakby mógł powiedzieć jeden z bywalców tutejszych imprez… ;-) .

Po bezalkoholowym piwie i godzinnym obiedzie dalej się jedzie… dzień się już ma ku końcowi, dlatego zarządzamy przyspieszony pociąg do zajezdni… lokomotywa się raz na jakiś czas zmienia więc noc nam nie straszna…

Ostatnia prosta dnia 2-go wycieczki

Na koniec sobotniego dnia, uroczysta kolacja.. z kijem i kiełbasą w ręku i do tego pod gołym niebem… ;-) , oczywiście żartuje, każdy wie jak smakuje kiełbasa z wakacyjnego ogniska, piorunujące wrażenia jak by powiedział pewien Pan, którego wspólnie poznaliśmy na wyjeździe. Ognisko paliło się, żyło coraz bardziej ożywiającymi się rozmowami, aż w końcu dogasło wraz z ostatnim uczestnikiem ogniska, którym tym razem okazałam się ja sam.. .

I nadeszła niedziela… po sobocie to zwykle ciężki dzień dla większości Polaków, niektórzy wizytę w Kościele odkładają na popołudnie.. a niektórzy na następną niedzielę.. ;-) . Rowerzystą w trasie rządzą jednak inne prawa jego Kościół jest daleko stąd i jeśli chce zdążyć na niedzielną msze zamykająca weekend musi wsiadać na rower, czasem mimo braku sprzyjającej aury. Tak jest dziś.. deszcz nie zachęca, ale nikt nikt wymięka. Ostanie spojrzenie na miejsce weekendowego spoczynku, czyli perfekcyjną szkołę i w trasę Mazowieckimi drogami i lasami

Opuszczamy perfekcyjną szkołę

Mimo słabej aury rower pod pośladki… jechać jechać droga daleka, chciałoby się rzec…

Perfekcyjna prosta

Droga jak marzenie, pogoda na życzenie.. po 2-3 godzinach mżawki słońce suszy nasze pośladki.., lecz zanim suszenie najpierw moczenie…

Mazowiecie bezdroże

Ja osobiście kocham takie szlaki, otacza cię cisza, las i pola. Zasięg zgubiony.. żadnych telefonów od żony… żadnego hałasu od sąsiada co od wczoraj nowego Skil’a posiada, same duże plusy…

Mazowieckie bezdroża w kierunku do Łochowa

Poprawa pogody zjawiła się niespodziewanie, ale została przyjęta z dużą akceptacją, podobnie jak pozytywna zmiana nawierzchni.. na takiej samo się leci…

Długo oczekiwana pogody no i drogi

Dzień 3-ci miał nam upłynąć pod znakiem piaszczystych mazowieckich polno-leśnych dróg, ale nielubiany przez rowerzystów deszcz, który nie zachęcał do podróży, przygotował nam znakomicie trasę. Przyznać trzeba uczciwie, że gdyby było kilka dni bez deszczu to jazda tym szlakiem (na odcinkach leśnych i polnych) oznaczałaby większe zużycie kalorii, na tym akurat, wydaje się, nie należy oszczędzać więc suma sumarum, szkoda że popadało… ;-) .

Chwilę później Łochów nas wita a zazakrętem pociąg już na nas czycha… Przejechane skromne 75 km (link endomondo http://www.endomondo.com/workouts/240205293/9477487)

Trasa przejazdu dnia 3

Mimo to całokształt wycieczki wychodzi wyśmienicie zarówno we wspomnieniach jak i na fotografii. (całość foto wycieczki tutaj https://picasaweb.google.com/robert.pacelt/Npk_wybrane_public?authuser=0&authkey=Gv1sRgCLac8PSh1PCV3QE&feat=directlink )

Tym sposobem, nie wiadomo jak i kiedy przeminęły nam kolejne 3 dni z rowerowego ruchliwego życia, wkrótce znów zatęsknimy i na szlak powrócimy, oby nie było szybko zimy…

pozdrawiam wszystkich

Robert

Zostaw komentarz


WordPress - Hosting: Twój hosting - Skórka: N.Design Studio - Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj