Finiszowanie tucholsko-kaszubskich rowerowych wakacji, Płocice–>Chojnice dz. 5

Wycieczki rowerowe, Wyprawy rowerowe Zostaw komentarz

Dziś jeszcze nie wiemy że finiszujemy.. dziś po prostu jedziemy… Startujemy w miejscowości Płocice a celem Chojnice. Jedziemy leśnym szlakiem czerwonym na Loryniec (praktycznie od razu z naszego noclegu na “Ranczu” mamy szlak pod nosem). Dalej czerwonym pojedziemy na Czarlinę i dalej tym samym na Wdzydze Kiszewskie. Dalej asfaltem na Gołuń, Borsk i Wiele. Reszta to na teraz tajemnica…

Startowa mapa przejazdu dnia 5

Początek trasy bardzo leśny i miejscami piaszczysty ale piasek nie jak na pustyni, bo dzięki korzeniom i kępom traw przejezdny dość znośnie.

Czerwonym szlakiem z Płocic na Loryniec

Dalej jest dużo lepiej bo pod kołami leśny, utwardzony szuter, który prowadzi na Czarlinę,

Czerwony szlak Czarlina - Wdzydze Kiszewskie

Za Czarliną, jedziemy leśnymi i mało uczęszczanymi drogami, gdzie jeszcze żyją tacy co w erze kombajnów zbożowych potrafią używać kosy na żyto…

Snopki zbożowe w erze kombajnow dawno nie widziane

Przy okazji powtórka dla dość świeżo upieczonej młodzieży miejskiej.. takie snopki, które najpierw trzeba było ręcznie skosić, zebrać w pojedyncze elementy, ustawić do wyschnięcia w tak zwane kucki. Następnie te snopki trzeba zwieść furą ciągniętą przez konia do stodoły, żeby potem zimą wolną chwilą cepem lub maszyną młócącą uzyskać ziarno, w tym wypadku żyta… potem trzeba jeszcze ziarno zemleć i dopiero mając mąkę piec chleb… dziś się po prostu idzie do sklepu choć ten chleb ze sklepu często razowy i pełnowartościowy nie jest jeśli jest zrobiony z mąki białej. Pamiętajmy, że potem z tej słomy można jeszcze było zbudować pokrycie dachu domu.. i takie pokrycie znakomicie potrafiło spełniać swoją rolę kilkadziesiąt lat. Takie rzeczy Wasi dziadkowie robili pracowicie każdego roku w okresie zwanym żniwami choć dziś jest on lepiej znany po nazwą wakacji.. ;-) . Taka mała lekcja historii rolnictwa dla zainteresowanych.. .

Jadąc takimi drogami dojeżdżamy do miejsca z atrakcjami . Wdzydze Kiszewskie to prawdziwa kraina wakacyjna.. bary ze smażoną rybą, cen nie znam, bo rowerzysta karmi się konserwami za 2 złote.. . Przy barach stoją automaty do gier i wszelkie inne atrakcje znane z nadmorskich wakacyjnych kurortów. Wiemy, że gdybyśmy szukali noclegu to własnie tu baza noclegowa powinna być najbardziej okazała.. co wcale nie gwarantuje, że się nie śpi pod chmurką.. ;-) , bo wielu tu żeglarzy a Wdzydze to po prostu żeglarska Marina.. . My jednak idziemy po naszą wysoką, jak się okaże nagrodę.. mówię o wieży widokowej, darmowej.. (gdzie w Fojutowie wierzchołki drzew ogląda się za 2 złote.. ;-) ). Fakt, że wieża jest darmowa to chyba zasługa dofinansowania unijnego, bo jeśli się nie mylę Unia dotując takie przybytki stawia warunek, aby udostępniać go bezpłatnie i nikt nie czerpał pożytków z bytu zafundowanego, bądź co bądź, z pieniędzy każdego europejskiego podatnika… ;-) . Więc włazimy…

Widok z wieży Wdzydze Kiszewskie

I widzimy… strach w oczach.. ja osobiście nie czuje się komfortowo na wysokościach… mnie chyba bocian nie przyniósł… albo tak mnie słabo niósł, że mi lęk pozostał.. ;-) .

Na wieży Wdzydze Kiszewskie, strach w oczach

widoki na prawdę warte odwiedzin, widzimy jezioro Wdzydze jak również jezioro Radolne

Widoki z wieży widokowej Wdzydze Kiszewskie

Opuszczamy Wdzydze Kiszewskie z łezką w oku.. wiemy, że to już końcowe etapy naszych rowerowych wakacji, ale jedźmy dalej na Gołuń i Wdzydze Tucholskie.

Trasa na Wdzydze Tucholskie w obiektywie

Przejeżdżamy, przez Borsk i Wiele.. czyli mała powtórka z rozrywki bo już tu byliśmy…, tym razem jednak z Wiela jedziemy na Brodę, Kosobudy i ciekawie nazwaną miejscowość czyli Swornegacie… . Trasa, którą pokonamy jest warta polecenia dla każdego rowerzysty szukającego miłych, widokowych i nie ruchliwych dróg, niemal cały czas poruszamy się lasem i dobrymi szutrowymi drogami.

Jedzie się cały czas do przodu drogą na Brodę

Za miejscowością Broda jedziemy ochoczo na Kosobudy.. pogoda perfekcyjna.. choć dziś wyraźnie cieplej niż w poprzednich dniach..

Niekonczacy się szuter na Kosobudy

W Kosobudach tankujemy żołądki.. a jakże kefirem, który przy okazji znakomicie chłodzi.. traf chciał, że sklep jest obok kościoła, który konsekwentnie dołącza do naszej konkursowej serii…

Kościół w Kosobudach dołącza do rankingu

W miejscowości Kinice, opuszczamy asfalt i jedziemy cały czas szutrem i lasami na Czarniż i Giełdon.

Szuter Kinice Czarniż

W miejscowości Czarniż, przy straży pożarnej dowiadujemy się, że jesteśmy dopiero w połowie drogi… Czerwony szlak na Drzewicz, Swornegacie i  Chojnice liczy sobie stąd jeszcze 51 km do Chojnic.. uff przy takiej pogodzie oznacza to ni mniej ni więcej, że z wyjazdu wrócimy wylaszczeni jak współczesne modelki… czytaj garderoba do wymiany.. ;-) . Szlak czerwony, którym dalej jedziemy bardzo przyjazny rowerzyście.

Szlak czerwony Czarniż, Giełdon, Czernica

Za miejsowością Giełdon.. popełniamy sporą pomyłkę brzemienną w skutkach.. Pojechalismy twardo szlakiem czerwonym przy jeziorze.. jednak z każdym metrem szlak wydawał się coraz mniej przejezdny…

Szlak czerwony przy jez. Trzemieszno

To nie jest maksymalna trudność na tym szlaku, chciałem oszczędzić czytelnikom o słabszych nerwach szczegółów naszej walki. Tak czy siak walka zakończyła się scentrowaniem koła i złapaniem minimalnej gumy… a do Chojnic jeszcze kawałek.

Należało się jechać asfaltem, oddalonym od szlaku czerwonego o kilkadziesiąt metrów, przez Trzemieszno a nie na siłę przepychać szlakiem czerwonym przy jeziorze Trzemieszno, trudno nie ma się co mazać trzeba jechać dalej, ale powyższego odcinka rowerzystom nie polecam, co innego poniższy ideał.. asfalt w lesie przyjemnie niesie… .

Leśnym asfaltem na Czernice

Chwilę potem, mamy już Chojnice w zasięgu trasą 235 przez Męcikał.. stwierdzamy jednak, że za mało nam zwiedzania a dnia pozostało jeszcze bardzo bardzo wiele… jedziemy na Czernicę a dalej trasą 236 będziemy zmierzać do naszego dzisiejszego celu, czyli do Chojnic. Jedziemy trasą 236 przez  Drzewicz i Swornegacie, moja awaria nie jest tragiczna, powietrze lekko uchodzi ale dobrze, że przez kilka dni ubyło mi ze 2 kilogramy.. więc jadę konsekwentnie dalej..

Trasą 236 na Swornegacie

W Swornychgaciach, robimy za murzynów… pomagamy pewnemu Panu wyciągnąć łódź na przyczepce na kołach z jeziora.. robota nielekka… z rowerem jest chyba mniej zachodu… . Pan z małżonką kończy wakacje z tego wynika.. podczepia łódkę i znika…

Jedziemy poprzez przepiękne tereny.. mnóstwo jezior, przykładem jezioro Dybrzyk czy też Karsińskie.

W miejscowości Chociński Młyn zaczyna się dla nas droga na nowo… około 20-25 km przed Chojnicami odkrywamy raj rowerowy… tu się rowerzystów kocha na pewno.. nie może być inaczej jeśli buduje się dla nich takie oto ścieżki…

Perfekcyjna ścieżka rowerowa

Ta ścieżka to wzorzec do którego należy równać… mam nadzieję, że nikt tu nigdy nie wpuści quad’owców… . Tak piękna ścieżka ciągnie się wzdłuż świeżo wybudowanego asfaltu na Charzykowy, ma ponad 13 km. Na szczęście nie zabrakło na ścieżkę rowerowa a na asfalt może trochę… tak powinno być! rower przed samochodem…

Ścieżka rowerowa na Charzykowy

Dziś wiem, że to tu w okolicach Chojnic jest Mekka rowerzystów, do dyspozycji kilkanaście kilometrów nowo oddanych ścieżek rowerowych biegnących równolegle do szosy zaraz za rowem, wspaniały utwardzony szuter wśród drzew w pofałdowanym terenie z jeziorami przy drodze. W drugim życiu urodzę się w Chojnicach i zostanę kolarzem specjalizującym się w ściganiu na ścieżkach rowerowych… ;-) .

Ścieżka rowerowa ze snów

To jest ścieżka rowerowa ze snu każdego miłośnika dwóch kółek…

Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że ścieżka ciągnie się lasem przy brzegach jeziora Charzykowskiego, jest bardzo widokowa.. miejscami podjazdy strome, za nimi zjazdy, to wszystko wśród drzew.

Z miejscowości Charzykowy do Chojnic prowadzi już standardowa, kostkowo-różowa ścieżka rowerowa… a same Chojnice… super miejsce na Ziemi.. klimatyczne miasteczko… przeurocze…

Klimatyczny rynek w Chojnicach

dziś nawet miłośnik miejskich klimatów znajdzie coś dla siebie, Chojnice na rowerze to miejsce bardzo wdzięczne..

Od Pana od suvenirów dostaliśmy listę noclegów do obdzwonienia.. wszędzie jednak zajęte.. były jakieś rekolekcje czy odpusty.. cholera wie ale z każdą chwilą zbliżała się dla nas pierwsza noc spędzona pod chmurką, na szczęście dzisiaj bardzo ciepło i pogodnie… . Dodatkowo od tego samego Pana, bo informacja urzędnicza tylko 8-16, więc ranking Pań z informacji bez zmian, dwa pierwsze miejsca Czersk i Sulęczyn.., nagrody do odbioru a jakże w samej stolicy… ;-) .

Pan upewnił nas również, że dobrze się domyślamy, że to właśnie w Chojnicach i okolicach jest rowerowa mekka. Mianowice Pan powiedział nam, że w planach jest połączenie ścieżką rowerową Chojnic nawet z Czerskiem, ma powstać już wkrótce (perspektywa roku, dwóch) pętla ścieżek o długości łącznej około 180 km… jeśli wszystkie będą jak te, które mieliśmy okazję poznać nie można nie zabrać swojego roweru choć raz do Chojnic, no nie można mu tego zrobić, bo przestanie jeździć z rozpaczy…

Mimo tych dobrych rowerowych wieści, ale złych noclegowych, my lekko zirytowani zaglądamy do Kebaba.. tam nas Pani informuje, że tuż za rogiem jest Hotel, żeby tam zapytać.. w końcu zaoszczędziliśmy na konserwach, więc to co zostało możemy wydać na nocleg w Hotelu… . Chcąc nie chcąc korzystamy z hotelowej propozycji, nie aż tak strasznej finansowo jak zakładaliśmy, ale co tam raz w roku się ma wakacje.

Dalsza część naszego pobytu nocnego w Chojnicach nie mieści się w ramach blogowych opowieści rowerzysty… dość powiedzieć, że Warka dała nam tyle powera, że mimo ponad 110 km w nogach daliśmy jeszcze radę sprawdzić parkiet na jednej z dyskotek w Chojnicach i pozwoliła spędzić w hotelu zaledwie kilka godzin.. cóż takie jest święte prawo turysty na wakacjach… zakończyć z przytupem. Przy okazji pozdrawiamy oczywiście kelnerkę Katarzynę z pubu na rynku, proszę nam wybaczyć załatwianie spraw prywatnych w przestrzeni publicznej ale musimy to z kolegą zrobić, bo obiecaliśmy a zwykliśmy dotrzymywać słowa… . I jeszcze Chojnicka fontanna na deser..

Fontanna w Chojnicach

Nu Chojnice nu pagadi, wrócimy tu jeszcze… jak by powiedział pewien słynny Wilk do nie mniej słynnego Zająca obaj z rosyjskim paszportem…

Dziś ujechaliśmy skromne 110 km, tak zeznaje endomondo, zauważyliśmy jednak, że komputery z kosmosu nie są tak precyzyjne jak licznik na kole.. . Licznik zwykle pokazywał o kilka km dalej przy wycieczce na 100 km, dużo zależało jak znaczna część trasy wiodła lasami.. to tak gwoli ścisłości, gdyby ktoś planował nas powtórzyć w roku następnym, szczerze polecamy, bo warto… . Trasa przejazdu (http://www.endomondo.com/workouts/221585201/9477487)

Mapa trasy przejazdu dnia 5 wyprawy, Płocice --> Chojnice

Czas na podsumowania.. strasznie ich nie lubię, ale tylko one są w stanie dać całościowy  obraz sytuacji..

Z wyprawy przywieźliśmy całą masę plusów:

- poznaliśmy dogłębnie od zaplecza przemysł drzewny, od surowca do wyrobu gotowego niemalże, choć surowiec jakby solidniej…

- poznaliśmy Panie z informacji turystycznej, mniej dokładnie.. niestety… ale co zobaczyliśmy po drodze, zwłaszcza w Czersku, to nasze…

- zobaczyliśmy na prawdę atrakcyjny region Polski, czyli Bory Tucholskie i Kaszuby, uświadomiliśmy sobie, że Polska dla turysty to nie tylko Zakopane, Sopot i Mikołajki… atrakcyjnych i ciekawych miejsc jest u nas bardzo bardzo wiele

- przywieźliśmy sakwy pełne zdjęć i pająków

- spalone kalorie liczone w milionach…

Nie sposób wymienić wszystkiego… uwierzcie bardzo wiele było tego pozytywnego..

Na minus jest tylko centra w kole… po niej już jednak ani śladu… bryczka znów gotowa na nowe wyzwania.. one już wkrótce… oj będzie się rowerowało…

Serdeczne pozdrowienia z rowerowych wakacji, kto takich nie przeżył nie ma racji…

Do zobaczenia wkrótce.. (gdyby ktoś już dziś chciał naocznie zobaczyć to miejsce Polski, które opisuję, zapraszam do oglądani mojego albumu z tego dnia wyprawy https://picasaweb.google.com/robert.pacelt/Bory_kaszyby_dzien_5 .

Robert

Komentarze (7) do “Finiszowanie tucholsko-kaszubskich rowerowych wakacji, Płocice–>Chojnice dz. 5”

  1. m&m Says:

    Robert zaraziłeś mnie pedałowaniem, 3 godziny na rowerze i czuję, że znowu żyję ;)

  2. Robson Says:

    O to w życiu chodzi… zarażać innych… nie zrażać… a jak zarażać to pozytywem a nie jakimś afrykańskim świństwem..

  3. Robson Says:

    Dodam jeszcze, że “zarażonych” rowerowców mam na swoim koncie około 10 osób, to potwierdzone przypadki, osoby te mniej tłuste mają teraz pośladki… o to też w tej zabawie chodzi, żeby dzięki ruchowi jak najdłużej nie zawracać głowy doktorowi…

  4. Kasia Says:

    Dziękuję bardzo, również pozdrawiam :)

  5. remont dachu Says:

    Nadzwyczaj odlotowy post, badawcze teksty zalecam wszystkim literaturę

  6. Izetta Says:

    I don’t even know the wayy I finished up here, however I believed this poxt was great.

    I do not recognise who you are but certainly you are going to
    a famous blogger if you are not already. Cheers!

  7. Zoila Says:

    Just desire to say your article is as astounding. The clarity to your post is juist nice and i could think
    you’re knowledgeable on this subject. Well
    along with your permission allow me to grasp your RSS feewd to stay up to date with coming
    near near post. Thanks one million annd please keep up the enjoyablle work.

Zostaw komentarz


WordPress - Hosting: Twój hosting - Skórka: N.Design Studio - Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj