Nidzica <--> Szczytno rowerowy wakacyjny weekend – sobota

Wycieczki rowerowe Zostaw komentarz

Weekend nadchodzi… więc co tu robić…

Pogoda się zapowiada więc na rower wsiadam…

Spodobał mi się Olsztyn, sprawdził się pociąg więc co mam począć.. jadę na Mazury, tym razem opuszczę pokład w Nidzicy i pokręcę się po okolicy… ;-) . Raczej to będzie dalsza okolica… bo planowana wycieczka to okolice Szczytna gdzie czeka agroturystyka..

Dziś niestety albo stety lecę sam… mimo to frajdę z tego mam… jak wiadomo rowerzystom nie ma lepszego kompana niż dobra pogoda… tym razem się zjawiła…

Dziś nie tak jak ostatnio, jadę bez biletu.. więc lekkie jest ryzyko, że nie pojadę albo rower będę musiał składać.. ale nie jest źle, melduje się o 6:26 na Zachodnim. Porannych rowerzystów jest tu więcej ale dzięki współpracy i dobrej kompresji udało się załadować wszystkich na przysłowiową pakę… jakieś 6 rowerów plus jak się okazuje 3 na Centralnym…  Sukces od rana…

Pogoda lepsza z każdą minutą, w przedziale miła pogawędka o rowerowych przygodach mandatowych, koleżanka tym razem bez roweru, zabłysła, bo płaciła w Euro na Zachodzie… ;-) , więc moja wpadka na pasach za 100-wkę wychodzi na dziecinną igraszkę… . Pozdrawiam współtowarzyszy podróży i dziękuję za smaczne czereśnie…

No i jestem w NIdzicy… jak ja lubię takie puste mało Wielkomiejskie Dworce i perony.. tylko tu da się złapać świeży oddech..
(foto)

Nim się obejrzałem w Nidzicy wylądowałem… jak ja lubię takie puste mało wielkomiejskie Dworce i perony.. tylko tu da się złapać świeży oddech..

Perony Nidzica

Może perony nie powalają, bo Nidzica nie była miastem Euro ale tego własnie szukam.. cisza, względna pustka i spokój.

W związku z tym, że w Nidzicy punkt obowiązkowy to oczywiście Zamek więc tamże się wybieram… są wakacje więc szykuje się jakiś festyn, chodzą poprzebierane Robin Hoody z łukami, dziewczyny w mało seksownych dłuugich średniowiecznych kieckach.. ale co począć taka impreza… ;-) . Dziedziniec jest dość okazały a Zamek zadbany

Zamkowy dziedziniec w Nidzicy

Miło tu czerwono wkoło, czuć historią i Krzyżakami ale mój rumak rwie się do jazdy… Ruszam…

Lecę przez miasto…  i tu uwaga podróżniczo-rowerowa… z 2 odpytywanych przechodniów każdy każe mi jechać główną drogą na Szczytno.. . Prawdopodobnie źle zadaję pytanie.. jeśli pytam jak jechać na Szczytno to każdy zna zwykle drogę dla samochodu i taką wskazuje.. gdybym pytał o miejscowość pośrednią niekoniecznie występującą na drodze głównej na Szczytno odpowiedz mogłaby mnie bardziej satysfakcjonować… . Pana wskazującego drogę główną oczywiście nie posłuchałem.. jadę po swoim azymucie i po swoim planie wcześniej delikatnie przygotowanym (czyli lista miejscowości do przejechania), opuszczam Nidzicę mało ruchliwą drogą na Waszulki

Na Waszulki

To mój pierwszy skrót a będzie ich więcej to pewne… . To był na prawdę dobry wybór…. w samych Waszulkach za figurką skręcam w lewo w polną drogę  i mknę miło

Waszulki Napiwoda na skróty

Niech ktoś mi powie że woli drogi krajowe… ;-) .

Mój skrót prowadzi aż do ….. Napiwody… . Robię tam krótki postój, podpytuje Pana pod sklepem i już wiem że nie będę jechał po głównej drodze wprost do Szczytna, po pierwsze bo to za blisko, byłoby ze 40 km.. po drugie mało eksploratorsko i mało przyrodniczo.. Wybrałem kierunek Koniuszyn i Jabłonka.

Stety lub niestety.. jadąc tą drogą napotykam oczywiście jeszcze ładniejszą bo wyłącznie leśną…  . W okolicach Nidzicy, jest puszcza Napiwocko-ramucka (małe conieco http://pl.wikipedia.org/wiki/Puszcza_Napiwodzko-Ramucka) .

Właśnie tym odcinkiem drogi zagłębiam się w tajniki puszczy..

W puszczy napiwocko-ramuckiej

Las jest megaśny.. drogi szutrowe dla celów pozyskiwania drewna szerokie i długie stąd wygodne dla roweru i można solidnie popędzić.. uważając na jelenie rzecz jasna..

W środku puszczy

Natrafiłem nawet na  oznaczone szlaki rowerowe znakiem tego nie prowadzi się tu odstrzału rowerzystów… ;-) .

Oznaczony szlak

Mój pierwotny plan, czyli Jabłonka legł między drzewami.. jechałem dość konkretnie przez las na dobrą sprawę nie wiedząc gdzie jestem.. (może smartfon wiedział ale go nie pytałem bo nie o to chodzi, żeby za smartfonem podążać tylko dać się wykazać nosowi..). Wreszcie są oznaki cywilizacji

Ślady cywilizacji miejscowość Dąb

Ląduje w miejscowości Dąb… Pytam Pani jak na Jabłonkę.. niby mi wszystko wytłumaczyła.. ale widać wybrałem nie tą drogę leśną.. mój skrót to niewypał.. nawet krowy w oddali się zorientowały i aż przerwały obiad by mnie odprowadzić wzrokiem…

Nie trafiony skrót

Jadę z powrotem do Dębu i drogi asfaltowej nr 58.. dość piaszczystych skrótów… Muszę odetchnąć na równej nawierzchni.. dalej coś się wymyśli.. dojechałem do parkingu leśnego i zaparkowałem na małe conieco z pomidorem… . Chwilę potem dołączył do mnie zupełnie przypadkowo współpasażer z przedziału… . Postudiowaliśmy mapę, ponarzekaliśmy na pędzących kierowców i zgodnie stwierdziliśmy, że wynosimy się z drogi nr 58.. tym razem walimy na Czarny Piec.. do samego Belzebuba.. ;-) . To znów była dobra decyzja… aż do miejscowości Łajs mega ścieżka biegnie, na prawdę malownicza i na koniec okraszona widokiem jeziora..

Czerwony rowerowy Czarny Piec --> Łajs

Spójrzcie tylko co za trasa…

Do Łajsu czerwony

Tak nam się miło jeździ, że nie wiedzieć kiedy lądujemy w Małszewie, a jakże nad jeziorem Małszewskim… czyste i nie oblegane… urokliwe bardzo miejsce.. a ścieżki rowerowe idealne, nie piaszczyste a szutrowe.. nic tylko na rower…

Myself w Małszewie

Oczywiście nieoceniona była obecność przypadkowego towarzysza podróży… inaczej cały reportaż z wycieczki obył by się bez mojej facjaty… może to i lepiej by było dla oglądalności… ale jak wiadomo facjaty się nie wybiera, ją się ma od urodzenia.. ;-) . Naszła nas pora na obiad więc kupujemy w sklepie zwyczajną plus pomidora i obiad na bogato… ;-) . Taki był widok podczas obiadu…

Jezioro Małszewskie

A po obiedzie dalej się oczywiście jedzie…

Dalej już tylko będzie wypatrywanie Szczytna.. kolega jedzie na Pasym.. a ja asfaltem do docelowej nocnej siedziby.. Na razie na Waplewo..

Waplewo

Wdzięczna droga, bardzo mało ruchliwa, można odpocząć dzięki zielonym widokom, a pagórkowate ukształtowanie pozwala czasem popędzić konkretnie. Aż miło poczuć tą wolność na dwóch kołach…

Waplewo dźwierszczyny po bezdrożach

I zieleń kukurydzianych pól.. dla mnie zielony kolor mógłby się nazywać kukurydzianym… nie ma wspanialszego widoku jak rosnąca kukurydza na początku lata… może ona i nie z Polski… może i Amerykańska ale u nas jej dobrze.. widać to na każdym polu.. ;-) .

Zieleń kukurydzy

Każda podróż nawet najpiękniejsza kiedyś dobiega końca… ale moja wciąż trwa… tylko rower las i ja.. jeszcze chwila i wjadę na krajówkę i spotkam może Tir’ówkę… ale zanim niespodzianki taki widok fajny..

Nadleśnictwo Korpele

Już za chwileczkę, już za minutkę i ląduje na Krajówce…

Gmina Szczytno

Zasadniczo tą drogą zdobywam Szczytno, spokojnie mogę podsumować swoje dzisiejsze wojaże… . Urobek około 80 km, z czego pewnie 1/3 leśnymi i polnymi drogami (to uważam za najistotniejsze), 1/3 drogami podrzędnymi a zaledwie kilkanaście km drogami pokroju dróg krajowych. Z grubsza na mapie wygląda to dość obiecująco…

Mapa Podróży Nidzica --> Szczytno

To samo w szczegółowym liczniku smartfonowym… (http://www.endomondo.com/workouts/212583984/9477487, komputer naliczył, że należy mi się dwa schabowe… właśnie taką potęgą jest rower… ;-)  )

Z istotniejszych rzeczy, które warto podkreślić to sakwy… nie wiesz co tracisz póki nie spróbujesz.. . . Nabyłem nieduże sakwy w sklepie z szumem opon w tle i muszę przyznać komfort podróży nieporównywalnie wyższy.. w upały zapewne bardziej jeszcze na plus. Plecy oddychają swobodnie, mniejszy nacisk pośladków na siodełko.. co przy 100 km podróżach nie jest bez znaczenia.. bez dwóch zdań mogę sakwy rekomendować, niekoniecznie na 50 litrów że możnaby szafę damskich butów zmieścić ale na 2-3 dni kilkunasto litrowa jest jak najlepszym pomysłem…

Samo Szczytno .. klimatyczne tak na wyciszenie idealne… ostatnie spojrzenie przed snem…

Plaża miejska w Szczynie przed snem

Nocleg miałem dobry bo bylem zmęczony.. ale pani Gessler mogłaby tu pokazać swoje oblicze… a bohaterowie programu perfekcyjna Pani domu nakręciliby spokojnie 100 odcinków… ;-) . Ale dla mnie to nie problem… padam na twarz.. poszedłem spać…

Do zobaczenia jutro rano…

Robson

Jeden komentarz do “Nidzica <--> Szczytno rowerowy wakacyjny weekend – sobota”

  1. Łukasz Says:

    Fajne zdjęcia :) Kiedyś okolice Wielbarku zjeździłem rowerem. Chętnie wrócę w tamte okolice, trochę pojeździć i powspominać stare czasy.

Zostaw komentarz


WordPress - Hosting: Twój hosting - Skórka: N.Design Studio - Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj