Rowerem po lesie – nawet jesienią i zimą

Wycieczki rowerowe Zostaw komentarz

Kocham jeździć rowerem … szczególnie po lesie, z dala od hałasu i miasta. Szkoda, że tak rzadko mam okazję to robić :(
W niniejszym wpisie pokrótce opiszę moją ostatnią wyprawę po lasach na Podlasiu, w okolicach miejscowości Wysokie Mazowieckie i Sokoły – powiat wysokomazowiecki. Pogoda była bardzo dobra jak na listopad, po drodze spotkałem dzika oraz taki leśny MOP, czyli idealne miejsce gdzie można odpocząć, rozpalić ognisko, czy nawet zjeść coś lub zagrać w pokera – tak więc zapowiada się ciekawie :)

Rower w lesie
W niedzielę jak zawsze po obiadku brzuch duży powoduje wyrzuty sumienia – tak patrząc na niego i na deser stwierdziłem w końcu, że lepiej będzie jak pójdę pojeździć rowerem, tym bardziej, że dawno już nie używałem swoje Krossa. Oczywiście trzeba było trochę dopompować tylne koło – do wymiany dętki zabieram się od około roku. Sprawdziłem, czy mam telefon – nie po to aby dzwonić, tylko ewentualne zdjęcia porobić. Oczywiście Ciapek już merdał wesoło ogonem – on raczej nie przepuszcza okazji, aby pobiegać po lesie.
Jak wspomniałem wcześniej pogoda była super – oczywiście jak na późny listopad – dosyć ciepło, nie pada, błota też nie ma. Tak więc jedziemy.
Las w okolicach miejscowości Mazury (pomiędzy Wysokiem Mazowieckiem a Sokołami) ma powierzchnię kilku tysięcy hektarów – może 6 tys, a może nawet 10 tys. Tak czy inaczej jest to dosyć duży las, są tam drogi typowo leśne, jak i żwirówki – jest gdzie pojeździć. Oczywiście najlepszy do jazdy po lesie jest rower z odpowiednim zawieszeniem oraz sporą liczbą biegów – wówczas można jechać szybko po prostych i równych odcinkach drogi, a w momencie kiedy pojawia się kałuża lub większe bagienko można przeszkodę przebrnąć nie zsiadając z roweru.

Ten obszar leśny znam jak własną kieszeń, tak więc nie muszę myśleć, czy zabłądzę, lub gdzie wyjadę, jak pojadę TĄ drogą. Po prostu wjeżdżam w las i jadę.  Kiedyś było tutaj bardzo dużo zwierzyny leśnej, nawet łosie i jelenie widywałem – ale teraz jak się trafi na kilka sarenek lub zając to i tak dobrze. Tym bardziej się zdziwiłem, jak nagle z pobliskich krzaków wyskoczył dzik, który pognał jak oszalały naprzód. Ciapek – bohater – stanął jak wryty i nawet nie pisnął :) Oczywiście nie zdążyłem strzelić fotki – następnym razem muszę być czujniejszy.
Kilkanaście lat temu dzików w tych lasach było tak dużo, że nasi lokalni myśliwi zaczęli do nich strzelać chyba zbyt często, bo potem nagle populacja tych zwierząt bardzo zmalała. Obecnie znowu trochę ich przybyło i czasami można spotkać jakąś czarną świnkę na spacerku :)

Jadę sobie dalej – mijam znajome zakręty i drogi oraz krzaki – tak, tak – bardzo dobrze znam ten las. Kiedyś, przeszedłem ten las nocą, tak ciemną nocą, że nie widziałem wyciągniętej dłoni – i tak przez jakieś 5 km szedłem. Pomimo, że teraz już rzadziej mam okazję połazić po lesie, ciągle czuję się w nim dosyć swobodnie.

Po jakimś czasie – mniej więcej 2 km wjeżdżam w zupełnie inną część lasu – to jest las należący do nadleśnictwa – wcześniej jechałem poprzez las, który należał do prywatnych właścicieli. Większość drzew stanowią świerki, a sosny rosną tylko na wyższych obszarach. Podobno w tym lesie, podczas drugiej wojny światowej ukrywało się sporo miejscowych mieszkańców. W tym lesie również Niemcy zastrzeli brata mojego dziadka …. taka smutna rodzinna historia :(

Po kolejnym niecałym kilometrze docieram w końcu do lepszej drogi – żwirowej. Tutaj można jechać dosyć szybko, droga jest bardzo długa i prosta – jest się gdzie rozpędzić, oczywiście pod warunkiem, że sił wystarczy i brzuch nie przeszkadza :P

Jadąc w jedną stronę (na wschód) można dojechać do wielkiej polany ze stawem na środku, a dalej do wyrębów i figurki Matki Boskiej. Po ok 2  kilometrach można zawrócić i jechać w przeciwnym kierunku (na zachód) – po przejechaniu ok 3-4 kilometrów dojeżdża się do “Ostoi Leśnej” – to tutaj można odpocząć, napić się czegoś (np. herbatki) i nawet zjeść kiełbaskę z ogniska.

Potem czas wracać do domu – mam za sobą ponad 12 kilometrów, a Ciapek ledwo dycha z wywieszonym językiem.

Zdjęcia pokazuję poniżej i zachęcam wszystkich do zrzucania zbędnych kilogramów na rowerze – o każdej porze roku.

Komentarze (2) do “Rowerem po lesie – nawet jesienią i zimą”

  1. ZielonaMila Says:

    Bardzo ciekawy wpis, ładne zdjęcia. Muszę się wybrać w te rejony. Pozdrawiam

  2. RaV Says:

    Na prawdę warto się wybrać – Podlasie to ciągle trochę dzika kraina w Polsce. Niedaleko stamtąd jest Puszcza Knyszyńska oraz Puszcza Białowieska – więc jest co zwiedzać – tym bardziej, że idzie wiosna :D

Zostaw komentarz


WordPress - Hosting: Twój hosting - Skórka: N.Design Studio - Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj