Rower elektryczny co to za zwierz….?

Rower elektryczny Zostaw komentarz

Tak jak obiecałem sobie i Wam.. kontynuuje elektryzujący wątek… ;-) to znaczy próbuje eksplorować temat roweru elektrycznego…

Faktem jest, że temat nie jest nowy i nie jest zapewne aż tak bardzo niszowy jak by się mogło wydawać. Spowodowane jest to takim prozaicznym powodem jak fakt, że aby odróżnić rower elektryczny od zwykłego trzeba się mu dłużej przyjrzeć.. a jak to zrobić jak mijamy się często na ścieżce z innym rowerzystą przy niemałych prędkościach…? Należy pamiętać, że podobieństwo dynama w piaście przedniego koła do silnika elektrycznego również tam umieszczonego jest bardzo ale to bardzo duże. Przyznam szczerze, że sam nie wiem ile jeździ elektrycznych rowerów po np. Warszawie… Ale nie o tym być miało…

W bieżącym artykule przyjrzę się rowerowi elektrycznemu z bliska zarówno z perspektywy technicznej jak i użytkowej.

Perspektywa techniczna

Rower elektryczny to wzbogacenie tradycyjnego roweru o dodatkowe elementy w postaci silnika elektrycznego, sterownika do silnika i akumulatora.

Silnik roweru elektrycznego zazwyczaj montowany jest w przedniej piaście (czasem tylnej zależy od producenta. Osobiście uważam, że to właściwe miejsce bo na tylne koło i tak dużo większy ciężar jest skierowany.. w postaci rowerzysty i akumulatora.. ;-) ), do niego poprowadzone jest zasilanie zazwyczaj z akumulatora umieszczonego na tylnym bagażniku a na kierownicy zamontowany mamy układ sterowania silnikiem elektrycznym za pomocą którego decydujemy jak mocno silnik elektryczny wspomaga nasze pedałowanie… Wot technika.. ;-) .

Zazwyczaj, akumulator zamontowany na bagażniku, na jednym ładowaniu pozwoli nam na pokonanie 40-80 km (niektórzy producenci chwalą się nawet 100 km..). Przyznam szczerze że jestem sceptyczny co do tych deklaracji ale nie próbowałem więc nie będę im odbierał prawdopodobieństwa. Pewne jest że długość jazdy na wspomaganiu zależy od ukształtowania terenu, wagi rowerzysty, wybranego trybu wspomagania oraz zapewne mięśniowego zaangażowania rowerzysty. Tak na prawdę dopiero w praniu wyjdzie jak daleko dany model roweru, określonego producenta przejedzie na wspomaganiu . Podejrzewam, że różnice mogą być znaczące bo markowi producenci, żądający często niemałych pieniędzy za swój produkt oferują zapewne rozwiązania bardziej zaawansowane technologicznie, czyli lżejsze rowery, bardziej markowe silniki i bardziej wydajne akumulatory znanych marek (jak wiadomo maskotka duracell działa do 2 razy dłużej… ;-) ). Oczywiście to pseudo prawo Duracell’a nie zawsze jest prawdziwe dlatego warto szukać i porównywać wagi, elementy składowe i osiągi poszczególnych producentów rowerów elektrycznych. (wątek ilości producentów i ich oferty postaram się przedstawić już wkrótce…)

Pamiętamy również, że konsekwencją doposażenia roweru w silnik i akumulator jest  waga roweru ale wydaję się, że korzyści są znacznie większej wagi… ;-) . Wagowa konsekwencja jest taka, jak byśmy na tradycyjnym zamontowali 10 kg sakwy i jechali w Świat… Jednakże sakwy na tradycyjnym to balast a na elektrycznym dodatkowa siła napędowa, jak ja to nazywam ciągły wiatr w plecy o wcale nie bagatelnej sile…

Zazwyczaj rower elektryczny waży w pełnym osprzęcie 25-28 kg (tu oczywiście pole do popisu mają poszczególni producenci) nie jest to mało… ale na szczęście modele składane (zauważyłem, że dość popularne ostatnio), bratnie naszemu poczciwemu Wigry 3 na kołach 20 “,  ocierają się o 20 kg.

Na co jeszcze technicznie zwrócić uwagę? oczywiście na to co przy zwykłym rowerze… czyli jak markowe są części z których zmontowano rower. Według mnie ta kwestia jest kluczowa, mimo tego, że większość części pochodzi z Tajwanu lub Chin to nadal poszczególne części różnią się jakością i trwałością. Nie bez przyczyny można kupić rower elektryczny już za 2500-3000 zł ale moim zdaniem to nie jest dobry wybór bo z pewnością użyte komponenty do złożenia roweru, jego waga i żywotność istotnych elementów nie będzie nas satysfakcjonować w dłuższym okresie.

Przy rowerze elektrycznym pamiętajmy jeszcze o mocy silnika i pojemności akumulatora. Oczywiście im akumulator pojemniejszy (jednostką są tu Ah ampero-godziny) tym większy zasięg ma nasz rower i większą nam przyniesie frajdę. Moc silnika też nie jest bez znaczenia na rynku zazwyczaj mamy do czynienia z silnikiem 24 V i 36 V o mocy od 120 do 250 W (więcej zabrania prawo gdyż rower z silnikiem powyżej 250 W staje się pojazdem silnikowym konsekwencje są znane, rejestracja, OC itp.) Z rozmów jakie przeprowadziłem, ze sprzedawcami okazuje się że polecają raczej silnik 36 V bo jest silniejszy i bardziej zaspokoi potrzeby rowerzysty. Pamiętajmy że sam rower waży 26-28 kg plus 80 kg rowerzysta stąd moc potrzebna do wożenia pasażera nie jest bez znaczenia…

Perspektywa użytkowa

Na dziś znana jest mi mniej… bo wymaga praktycznych doświadczeń, najlepiej choć kilku miesięcznych, żeby uczciwie pisać o użytkowaniu roweru elektrycznego. Niemniej z wyżej zaznaczonych niuansów z pewnością wynikają konsekwencje użytkowe dlatego zachęcam do świadomych i nie emocjonalnych wyborów roweru elektrycznego.

Dość ciekawa dyskusja na jaką napotkałem na stronach Gazety Wyborczej może przybliżyć Państwu temat roweru elektrycznego i jego odbioru wśród użytkowników (http://forum.gazeta.pl/forum/w,372,104546484,118208780,W_zasadzie_bogatsi_juz_moga_kupowac_elektryczne_ro.html?v=2) . Przyswoiłem sobie jej treść na spokojnie i w zasadzie mogę stwierdzić, że wątek niemalże wyczerpuje temat… ale ja spokojnie będę dziergał swoje… ;-) bo lubię osobiście zgłębić zagadnienie.

Z pewnością jeszcze będę wracał do tego tematu więc zapraszam do lektury.

A poniżej przypomnienie jak wygląda rower elektryczny… tym razem to Hercules (nie pytajcie o cenę bo na stojąco możecie jej nie udźwignąć…. ;-) )

P1000480_elektryczny_hercules

Robert

Zostaw komentarz


WordPress - Hosting: Twój hosting - Skórka: N.Design Studio - Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj