Ostrów Wielkopolski na weekend – wycieczka dz. 2

Wycieczki rowerowe Komentarze (0) »

Dziś nadal zwiedzamy ziemię wielkopolską, miniemy hodowlę gęsi z czego Wielkopolska słynie, zobaczymy przyjemne bezdroża i mało ruchliwe trasy, idealne na rower z dzieckiem

Czytaj dalej »

Ostrów Wielkopolski na weekend – wycieczka dz. 1

Wycieczki rowerowe Komentarze (0) »

Witajcie Czytelnicy,

Dziś będzie relacja z rodzinnego wypadu do Ostrowa Wielkopolskiego i rowerowy objazd okolicy. Ostrów to bardzo wdzięczne miasteczko w Wielkopolsce, w okolicach nie brakuje jezior, jest bardzo duża plaża miejska nad jeziorem, jednym słowem można tam spędzić udany weekend.

Wycieczka rozpoczyna się na dworcu PKP Centralny.. długo bym nie narzekał ale muszę wspomnieć że nowe pociągi Dart miejsce na rowery mają słabiej zaprojektowane niż starsze wagony, tam ładnie wisi 3 rowery tu tylko dwa i do tego dolna część uchwytu na koło jest pod takim kątem, że nie sposób umieścić w nim koła.. zadaje sobie tylko pytanie czy ktoś to testował po skręceniu.. przy pociągu za miliony wydawałoby się, że dopieszcza się wszystkie szczegóły ale to tylko tak się wydaję.. . Ponarzekałem na PKP teraz kolej na drugą połowę.. wyjazd jest rowerowy 4ro dniowy a sakwa jakby na 7 dni zapakowana.. męska sakwa 12 litrów i jeszcze butelka wody 1,5 się zmieściła, damska wersja sakwa 25 litrów upchana pod korek.. jak się potem okazało w sakwie rowerowej wozi się kilogram kosmetyków.. czy któryś facet by na to wpadł.. jak mawiał klasyk Daniec “taką konstrukcją jest kobita..” . Koniec narzekania czas na podróżowanie….

Nasza trasa wycieczki rodzinnej przebiega Czytaj dalej »

Przegląd tylnych lampek rowerowych – praktyczne doświadczenia

Wycieczki rowerowe Komentarze (0) »
przegląd tylnych lampek  rowerowych – praktyczne doświadczenia
Witam rowerową brać jak i tych co jeszcze się wahają czy lepiej poleżeć na kanapie czy jednak wsiąśc na rower.
Dziś chciałbym się podzielić doświadczeniami na temat lampek rowerowych, nie “przerobiłem” ich może dziesiątki ale te co używałem znam i mogę opisać, może komuś pomoże to w wyborze.
Nr 1
Moje najstarsze doświadczenie związane jest z lampką tylną Cateye, jest to pozycja dośc budżetowa nawet za 35 zł mozna ją kupić, ale mogę po 10 latach doświadczenia jednoznacznie stwierdzić, że to porządne światełko, ciagle działa, 2 baterie AAA działają dość długo.. i można co widać na zdjęciu naprawić niektóre elementy, może nawet nie tyle z oszczedności ale dla satysfakcji, że jednak można garażową metodą ulepszyć rzeczywistość.
Nr 2
Kolejna pozycja to też lampka tylna, tym razem od japońskiego producenta Akslen.. model TL80 super mam z nią doświadczenia, używana od około 5 lat, uważam, ża ma gruby i twardy plastik i bardzo widoczne diody pracujące w 4 trybach.

Dzień Dobry Czytelnikom,

Śnieg i mróz zablokował rowerzystę ale nie zablokwał mu komputera więc jest mozliwość napisania o osprzęcie rowerowym, dziś będzie mini przegląd tylnych lampek  rowerowych moje praktyczne doświadczenia z określonymi modelami lampek…. Czytaj dalej »

sklepy rowerowe w internecie – przegląd i moje doświadczenia

Tematyka ogólna, Wycieczki rowerowe Komentarze (0) »
sklepy rowerowe w internecie z których od kilku lat korzystam i mam dobre doświadczenia.. nie znaczy że nie są
dobre sklepy z których nie korzystałem.. po prostu o nich nie mam zdania..
Od zawsze korzystałem z szumgum.com – mają dobre ceny np. sakw crosso, stosują rabaty i sezonowe wyprzedaże,
zawsze coś ciekawego mozna trafić.
Sklep centrumrowerowe.pl – też super asortyment i wiele dobrych doświadczeń.
Najnowsze moje odkrycia to sklep ctbike.pl rodem z Bydgoszczy oraz rowerplus.pl ze Szczecina uważam że na pewno w
kwestii cześci zamiennych typu korba, kaseta, łańcuch, przerzutki lub maneteki mają bardzo konkurencyjne ceny,
twierdzę tak, bo Pan z serwisu rowerowego jak zmieniałem dźwignie hamulca akurat na Deore stwierdził, że w takiej
cenie jak ja mu dostarczę ten element on od swojego dystrybutora shimano tej części nie dostanie, konkluzja jest
taka że warto szukać i porównywać.
Korzystałem też z ambike.pl – złego słowa nie powiem, warto zajrzeć można jakieś promocje trafić, np. światełka z
darmową dostawą, co nie jest bez znaczenia jak światełka kosztują 40 zł.. a dostawa 15 .. .
Ameryki pewnie nie odkryłem, sklepy w sieci ewoluują, powstają, zamykają się ale niektóre trwają i trwają, zawsze
warto moim zdaniem pod powyższe adresy zajrzeć aby kupić dobry produkt w dobrej cenie… szukaj i porównuj to
zawsze właściwe podejście w kwestii rowerów i części rowerowych, różnice między sklepami na konkretny produkt
mogą być 10 czy 20 %-ntowe.
Udanych łowów
Robert
Witam Czytelników..
Dziś będzie zapewne dość subiektywny opis sklepów rowerowych w sieci, z którymi mam dobre doświadczenia…
Czytaj dalej »

sakwa ortlieb city – naprawa plastikowego zapięcia – moja propozycja

Wycieczki rowerowe Komentarze (0) »
Witam,
Dziś chciałbym Wam opowiedzieć jak rozwiązłem problem z pewnym ułamanym plastikowym zapięciem.
Posiadam sakwy ortlieb city, male około 12 litrów, niestety plastikowe zapięcie odmeldowało sie po kilku latach.. wymiana na nowe chyba możliwa ale trzeba pruć materiał aby je wmontować. Nie przepadam za niszczeniem więc postanowiłem zbudować na tym co jest..
Na zdjęciach dokładnie widac zastsosowane rozwiązanie, może któremuś z Was rowerzystów się spodoba/sprzyda albo natchnie do opatentowania czegoś bardziej nowoczesnego sterowanego z aplikacji Smartfona.. .
Dziękuję za chwile spdzone na mojej stronie i pozdrawiam
Robert

Witam,

Sezon rowerowy ma się ku końcowi, więc czas na ewentualne naprawy sprzętu.

Dziś chciałbym Wam opowiedzieć jak rozwiązłem problem z pewnym ułamanym plastikowym zapięciem.

Posiadam sakwy ortlieb city, male około 12 litrów, niestety plastikowe zapięcie odmeldowało sie po kilku latach.. wymiana na nowe nawet możliwa ale trzeba pruć materiał aby je wmontować. Nie przepadam za niszczeniem więc postanowiłem zbudować na tym co jest..

Czytaj dalej »

rowerem wzdłuż Dunajca – kolorowy jesienny wypad 2018

Wycieczki rowerowe Komentarze (1) »
Szanowni Czytelnicy..
Jestem jestem.. wróciłem na szlak.. i to od razu pod górę. Dzisiejsza opisywana wycieczka, dla niektórych kanapowych kocurów i kotek to wrecz wyprawa..
Jedziemy z kolegą do Nowego Targu żeby pojechać rowerem Dunajcem w dół w stronę Tarnowa w 2,5 dnia, w miarę możliwości jak najbliżej rzeki. Hasła turystyczne to Zamek Niedzica, Dunajec spływ, Szczawnica, Czerwony Klasztor itp.
Głośno jest o Rowerowej Małopolsce mnie przyciągnęło hasło veloDunajec, o szczegołach trasy będzie dalej na wstępie powiem, że łatwo się rysuje ścieżki na mapie ale ich budowa w rzeczywistości to już konkretna niełatwa praca, przyznam często w trudnych górskich skalnych warunkach.
Więc jedzmy..
dzień 1
Rowerzysta w dzień wycieczki nie pośpi.. pociąg rusza z Centralnego około godz. 5.00 i jedzie dobre 8 godzin do Nowego Targu. Więc pobudka to jakaś 4rta rano.. gacie na 4ry litery i w drogę.
Droga pociągiem to dla mnie zawsze przyjemność, jest czas na postudiowanie trasy, zorganizowanie noclegu i podziwianie widoków, moim zdaniem samochód takiej swobody nie daje.
Koło 12:30 jesteśmy w Chabówce.. hasło od obsługi pociagu, że pociąg stoi około 30 min (przeczepiają lokomotywę chyba na wypoczętą bo będzie mocniej pod górę). Pogoda MEGA około 16 stopni, słońce praży, szkoda zmarnować 30 minut.. skoro do Nowego Targu około 20 km.. to nas mocno zachęciło.. ale płaskodrogi rowerzysto z Mazowsza.. 20 km na Mazowszu to załóżmy godzina jazdy.. ale już nie w Małopolsce.. blisko Nowego Targu.. tu trzeba trochę pociągnąć pod górę z prędkością czestko 6-8 km/h.. szybko sie o tym przekonaliśmy. Dodatkowo wyszło, że trzeba jechać drogą krajową.. delikatnie mówiąc podróżuje się niekomfortowo.. rowerzysta na krajówce to jak żółwie na torze do sprintu podczas wyściugu.. . Raczej nie zachęcam następców do jechania tą drogą, niestety alternatywny specjalnej na całej odległości raczej nie ma. Po prostu bezpieczniej jest dojechać pociągiem do Nowego Targu i tę opcję wybiorę następnym razem.
Z Nowego Targu drogą 969 jedziemy do Łopusznej gdzie na szczęście uciekamy w prawo na Nowa Biała i Krempachy ruch aut nareszcie jest znośny.. dalej n Frydman i już są te widoki dla których tu jesteśmy.. góry, woda (konkretnie zalew Czorsztyński) i dobra pogoda. Oglądamy zamek, pijemy herbatę, spacerujemy po tamie , podziwiamy złotą polską jesień ale gdzieś nas ciągle niesie i niesie.. , więc ruszamy  bo nocleg zaklepany mamy.
foto, zalew, zamek.
Jedziemy niedaleko rzeki ale obok drogi.. w Sromowcach Wyżnych odkrywamy to czego szukamy.. veloDunajec ściezka rowerowa przy samej rzece.. jest super tylko ten cholerny szum.. niech go  ktoś wyłączy.. oczywiście żartuje.. ten szum to odgłosy górskiej rzeki a nie spłuczki w Mazowieckiej czy jakiejkolwiek innej toalecie jaki słyszę na codzień.. wreszcie bliżej natury.. . Jutro stąd wyruszamy, wreszczie mamy veloDunajec jakiego oczekujemy.
Spimy w Sromowcach Wyżnych, baza noclegowa jest bogata, mimo kilku nieudanych poszukiwań które realizowaliśmy w pociągu, sądzę, ze z powodu pięknej pogody, większe pensjonaty były zarezerwowane, ale dzięki gościnności polskich gospodyń udaje nam się zachaczyć na prywatnej kwaterze z dostępem do kuchni i ciepłej wody i czystej pościeli za 35 zł.. ul. Nad Zalew.. więcej grzechów nie pamiętam.. ;-) .
Próbujemy ratować zdrowie ciepłą herbatą, tu uwaga dla mniej doświadczonych następców, przy zjazdach koniecznie zakładajcie komin na gardło, bo Was zwyczajnie owieje.. pod górę oczywiście brakuje suwaków żeby się wentylować i rozbierać ale z góry systuacja od razu się zmienia..
Obserwację generalną mam taką że jak przy jeździe rowerem pod górę jest Ci zimno, to się obudź bo to tylko sen albo zejdź z motocykla nie widzę innej opcji..
Pierwszy dzień zakończył się 45 km wynikiem, na początek dobrze zwłaszcza że to jednak pagórkowata Małopolska i jechalismy tylko pół dnia.
Dzień 2.
Dzień wita nas chłodem, około 4-5 stopni, wiadomo jesienią rękawiczki i kalesony choćby cienkie to standard wyposażenia rowerzysty..
Dziś jedziemy zdobywać 3 korony.. w Sromowcach Niżnych jest schronisko 3 korony.. nie wiem z czego słynęło do tej pory ale dla mnie słynie z pewnej zupy.. bedzię jescze o niej mowa. Od noclegu do 3 Koron mamy około 10 km przyjemnej porannej jazdy, idealna rozgrzewka.
Pod schroniskiem wiążemy rowery, sakwy do Pani recepcjonistki i w górę. Podejście to jakieś 1,5 godz. ale widoki są bardzo ładne zwłaszcza, że pogoda jest pięknie bezchmurna. Foto z trasy ze 2-3 sztuki.
Idziemy w dół, jest 11:00 więc pora na przekąskę i tu jest miejsce na 2 zdania o zupie.. bodajże “gulasz na baraninie z warzywami + 2 pajdy pieczywa..” .
Gulasz był rewelacyjny.. chcialem brać przepis ale uświadomiłem sobie, że przepis jest taki, że trzeba wejśc na 3 korony a potem zamówić gularz będzie na pewno smakował.. proste wytłumaczenie ale jednak musze oddać paniom pracującym na kuchni że gotują ten gularz bardzo smaczny, (baran z gularzu ma zapewne inne zdanie..) dla mnie 3 korony słyną z gularzu nie tylko ze skał na wysokości około 400 metrów powyżej schroniska.
Znowu pora na rower.. jedziemy na Słowacką stronę elegancką kładką pieszo-rowerową, po druiej stronie jest tylko piękniej. Do Szczawnicy przy samym Dunajcu ciągnie się ekstra szutrowa ścieżka długości około 8 km, skusiła nawet 3 kolarzy, co było dla mnie niemałym zdziwieniem bo nawierzchnia miejscami jest mocno kamienista, rower góral ma tu swoje 5 minut. (conajmniej 3 fotki).
Jedziemy spacerowym tempem, bo duży ruch pieszych i rowerzystów, i obserwujemy jak Górale przewożą turystów na łodziach, słynny spływ Dinajcem.. jest na prawdę pięknie. Bardzo widokowo, zdjecia jak z pocztówki. To jest veloDunajec jaki chcemy oglądać, brawo.. Panie Wojewodo .. ale Słowacki.. bo to akurat odcinek Słowacki.. upss, oczywiście żartuje, bo po polskiej stronie jest tylko pionowa skała.. nie było mozliwości akurat tu się ze ścieżką wmontować.
I szczawnica. Czas na male Brackie z sokiem.. i dalszy plan podróży. Jedziemy do Krościenka nad Dunajcem, tu prowadzi nas widokowy veloDunajec.. jest mega bez samochodów, bez hałasu. Niestety.. tu się Kończy bajka.. a zaczyna rzeczywistość..
Do Starego Sącza (z Krościenka to około 35 km jedziemy drogą powiatową nr 969, ruch jest duży bo to niedziela.. ćwierć pasa dla roweru brak.. przykro stwierdzić ale velDunajec też brak.. plus jest taki, ze jadę z biegiem rzeki jest lekko z górki i prędkości ponad 25 km/h z sakwami nie są rzadkością więc droga ubywa szybko.  Rzekę widzę po prawej ręce i widzę, że nie będzie łatwo przy tym ukształtowaniu terenu ścieżki rowerowej zbudować ale nie jestem Geodeta ani Inżynier Budowlany i jednak wierzę że veloDunajec nie zostanie tylko na papierze, choć 35 km to kawał drogi.. i raczej za rok tędy ścieżką rowerową nie pojadę.
W Starym Sączu na rynku plac kamienisty, brukowy też znam taką nazwę.. nie jest to codziennośc już dziś na rynkach miast ale sądzę, że właśnie dlatego, że to Stary Sącz i dla zachowania pamięci i klimatu, te kamieniste podłoże powinno pozostać dla potomnych.. asfaltowanie wszystkiego też nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Pieczarkowa w Starym Sączy (bodajże Nasza Chata) słona jak słup soli.. czas oczekiwania od ręki wyszedł na bankowo ponad 15 minut.. nie polecam..
Czas na Nowy Sącz. Odkrywamy odcinki veloDunajca.. są ładne na prawdę takie jakich oczekuje rowerzysta.. jeszcze nie kompletne ale budowa w trakcie więc kiedyś się skończy. Z braku kładki rowerowej, przeprawiamy się mostem kolejowym i dalej jest to co obiecywano mi na folderach.. veloDunajec, częśc euroVelo 11, asfaltowa droga po wale przeciwpowodziowym Dunajca.. kilka kilometrów do Nowego Sącza..
Spotkani rowerzyści chwala trasę, Piwniczna Zdrój-Krynica-Muszyna, że jest kompletna wiedzie przy Popradzie i że warto zajechać.. kto wie może za rok tam będziemy.
Dzień się ma ku końcowi, oszczędziliśmy na paliwie bo rower jedzie na kanapkach.. ktoś sądzi może że na kołach..? myślę że jest w błędzie, zdecydowanie uważam, że zwłaszcza pod górę rower jedzie na kanapkach i kiełbasie, które zjadł rowerzysta.. Dlatego szarpiemy się na Hotel Beskid.. (link do hotelu) czysto, przyjemnie, ze smacznym śniadaniem,  drink  z Red Stag + Pepsi i kręgielnia dla dobicia żeby nie było wątpliwości, że dzień był kompletnie przeżyty..
Dzień drugi to około 60-65 km trasy, więc jest progress..
Dzień 3..
Ruszamy z Hotelu Beskid po naprwdę smacznym i obfitym sniadaniu.. jajeczka z kawałkami łososia.. super fajne.. duża porcja warzyw i owoców i jest napęd na tylne koło.. Dziś celem Tarnów.. dobre 60 km…może więcej.. zobaczymy..
za mostem jednokierunkowym w miejscowosci.. XX Jest zaproszenie (w postaci znaku pionowego) na zjazd na kładkę rowerowo-pieszą.. gorzej z dojazdem do kładki.. nie jestem aż tak złośliwy ale na tym odcinku veloDunajec niestety wyszedł z trawą do ja.ec.. . NIe wystarczyło nam determinacji i polem wróciliśmy do drogi asfaltowej i dopiero potem dojazd do kładki, kładka ma swoje lata ale działa.. Potem było na prawdę górsko.. w miejscowości Tropie i na Filipowice.. działy się rzeczy straszne.. podjazdy na najmniejsze przełożenia.. prawie się kończyły przełożenia.. juz wiem dlaczego rower ma 9 biegów.. na mazowszu wystarczy mi 3-4.. .
podsumowanie
Tarnów gastronomicznie to Restauracja Aida.. oczywiście Gulaszowa.. oczywiście bardzo smaczna.. pierogi z mięsem i skwarkami bardzo smaczne.. zdecydowanie polecam.. (link do restauracji)
Drodzy rowerzyści tak było.. jechałem i widziałem, na kompletne veloDunajec choćby od Nowego Sącza do Tarnowa (pewnie z 50-60 km po wale Dunajca lub okolicach wału) przyjdzie jeszcze trochę poczekać.  Trzymam kciuku za Wojewodę i wójtów aby doprowadzili temat do końca bo w takiej sytuacji wyjazd rodzinny z dzieckiem np. 10 letnim po równym terenie, mimo, że wokoło są wzgórza i góry, będzie do zrobienia i będzie bezpieczny bo z dala od ruchu samochodów, o to warto zawalczyć choćby miało to trwać i 5 lat.
Dzień 3ci to około 90 km.. sporo było podjazdów, szybkie zjazdy, nie jest to trasa dla niedzielnego rowerzysty, trzeba miec niezłą formę żeby z sakwami się na nią decydować.. Jak by było veloDunajec.. przy rzece mimo gór wokoło byłoby łatwiej i trasa dostępna dla większej ilości rowerzystów. Panie Wojewodo.. trzymam kciuku za veloDunajec.. dziś ocena wychodzi na 0.. +1 za pogodę mozna było nawet członki w Dunajcu moczyć bez ryzyka przeziębienia.. ale -1 za veloDunajec.. dużo jest jeszcze do zrobienia ale na prawdę warto, okolica jest przepiękna i jest warta pokazania z perspektywy roweru.

Szanowni Czytelnicy..

Jestem jestem.. wróciłem na szlak.. i jadę oczywiście od razu pod górę. Dzisiejsza opisywana wycieczka, dla niektórych kanapowych kocurów i kotek to wrecz wyprawa.. wiedzie drogami i ścieżkami Małopolski.

Jedziemy z kolegą do Nowego Targu żeby pojechać rowerem Dunajcem w dół w stronę Tarnowa w 2,5 dnia, w miarę możliwości jak najbliżej rzeki. Hasła turystyczne to Zamek Niedzica, Dunajec spływ, Szczawnica, Czerwony Klasztor,veloDunajec itp.

Czytaj dalej »

Rowerowe wakacje 2014 dzień 6-7

Wycieczki rowerowe Komentarze (1) »
Dzień Dobry drodzy Czytelnicy
Powracam aby dokończyć opis swojej inspekcji granic wschodnich, zaprezentuję trasę z
Hrubieszowa do Okuninki a następnie po udanym noclegu w Okunince i dniu odpoczynku we Włodawie będzie trasa do Skrzeszewa.
W Hrubieszowie zjawiam się dość późnym wieczorem dlatego głodny jak wilk decyduję się na wizytę w Browarze Sulewskim, nocowałem dokładnie naprzeciwko więc miałem blisko. W restauracji zostałem przyjęty bardzo uprzejmie, zjadłem smacznie i oczywiście wypiłem bodajże 2 tamtejsze piwka, smakowały wybornie po dniu przyjemnej wycieczki. Szczerze polecam odwiedzić to miejsce gdyby ktoś kiedyś miał okazję podróżować przez Hrubieszów.
Oto fotka Browaru Sulewskiego
Po dobrze przespanej nocy czas w drogę, do przejechania nie wiadomo ile kilometrów, jeszcze nie wiem czy to będzie jedno czy dwudniowa wycieczka, na razie po prostu wsiadam i jadę, co widzę zaprezentuje Wam z przyjemnością na zdjęciach.
2 foteczki
Oczywiście swoim sposobem wybieram bezdroża i polne drogi dla bezpieczeństwa i przyjemności, co to za przyjemność mieć TIRa za plecami a tak jadę sobie sam, do dyspozycji 2 pasy :-) , nic tylko jechać jechać jechać…
fotka bezdroża
Moja przejażdzka nie obywa się bez przygód, w pewnej wsi jeden z piesków chciał się ze mną spróbować na wyścigi, nie dał rady jak wrzuciłem 6ty bieg, ale trochę stracha mi napędził.
trasa przejazdu dnia przedostatniego
https://www.endomondo.com/users/9477487/workouts/386745473
Dojeżdzam do Okuninki, rozbijam namiot, zwiedzam stragany i kładę się spać. Po udanym noclegu jadę do Włodawy, miałem podróżować dalej ale stwierdziłem, że jeden dzień odpoczynku na regenerację nie zaszkodzi, dzień później się okaże, że to był strzał w 10-tkę, Człowiek wypoczęty bardziej uśmiechnięty. Nocuję w szkole za naprawdę nieduże pieniądze, kontakt można zapewne zdobyć w Biurze Informacji
Turystycznej, które ma swoją siedzibę we Włodawie.
Ostatniego dnia wyprawy wzdłuż wschodniej granicy, ruszam z Włodawy i cały czas wzdłuż granicy jadę na północ.
Na swojej trasie mam Janów Podlaski zjawiam się tam z gospodarską wizytą ;-) , wszystko tam pięknie wygląda ale najpiękniejsze są oczywiście konie. Nie ma nic piękniejszego niż koń w galopie, szkoda, że jeszcze nie mam umiejętności jeździeckich ale kto wie może kiedyś zamienię rower na konia, choć na kilka dni.
Dzień ma się ku zachodowi a ja ciągle w drodze, lęcę sobie super polnym skrótem (fotka) i ląduje bodajże w Laskowicach, w sklepie gaszę pragnienie a jakże Kasztelanem, odbywam krótką rozmowę z młodzieżą o rowerach i jadę dalej już niedaleko kolacja u siostry i szwagra. Oczywiście w związku z nocną porą odpalam oświetlenie, na głowie czołówka EMOS a nad tylnym kołem super lampeczka firmy AKSLEN polecam z całego serca pięknie świeci i jest bardzo oszczędna na komplecie baterii jedziesz i jedziesz. Jest bardzo dobrze widoczna, świeci naprawdę super jestem z tego zakupu bardzo zadowolony.
Fotka kończąca why not
przebieg trasy
https://www.endomondo.com/users/9477487/workouts/387719360
Myślę, że wstydu nie ma przejażdżka chyba godna solidnego rowerowego amatora, zachęcam wszystkich do zwiedzania Polski na rowerze.
Robert

Dzień Dobry drodzy Czytelnicy

Powracam aby dokończyć opis swojej inspekcji granic wschodnich, zaprezentuję trasę z Hrubieszowa do Okuninki a następnie po udanym noclegu w Okunince i dniu odpoczynku we Włodawie będzie trasa do Skrzeszewa.

W Hrubieszowie zjawiam się dość późnym wieczorem Czytaj dalej »

Motto na Styczeń

Wycieczki rowerowe Komentarze (7) »

Śniegu dowaliło rower udupiło, Dziadkowi Mrozowi trzeba palnąć w ryło… autor Myself

Szlak Orlich Gniazd by bike jesienią

Wycieczki rowerowe Komentarze (3) »

Witam wszystkich, wracam do dobrych praktyk pisania o ciekawych wycieczkach, mam naciski od Czytelników więc nie mogę ich zawieść.. ;-) . Dziś będzie odcinek o południowej części naszego pięknego kraju, otarłem się tam o kawałek rowerowego raju. Jesienna aura bardzo nam sprzyjała ani razu nam na głowę wody nie wylała a wycieczka 3 całe dni trwała… . Rzecz się dzieje w pierwszym tygodniu października, jedziemy do Częstochowy a potem już tylko Jura Jura górka górka potem góra w przygodę nura.. . Czytaj dalej »

Rowerowe wakacje 2014 – inspekcja granic wschodnich dz.4

Wycieczki rowerowe, Wyprawy rowerowe Komentarze (1) »

Nadszedł ciąg dalszy mojej wschodniej walki… Wracam na drogi i bezdroża polski wschodniej. Dziś po zdobyciu Soliny kierunek Przemyśl, choć przy starcie wcale nie było pewne gdzie zakończę. W górzystym terenie trudniej planować duże przebiegi bo można się oszukać dość grubo. Poranek wita mnie piękną pogodą.. Czytaj dalej »


WordPress - Hosting: Twój hosting - Skórka: N.Design Studio - Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj